• Wpisów:68
  • Średnio co: 13 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 14:00
  • Licznik odwiedzin:3 487 / 912 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Czasami wydaje mi się że za mało nienawidzę Notta. To jak wrobił mnie w partnerkę Malfoya było ciosem poniżej pasa. Do tego ten głupi blondasek pozwolił sobie dotknąć mojej szaty. Tego dnia miałam zły humor, a współpraca z Malfoyem niczego nie poprawiła.
- Darvill obierz korzonki
- Yhym
- Darvill pomieszaj pięć razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
- Yhym
- Darvill wrzuć dwa nasiona tentakuli
- Yhym
Tak mniej więcej wyglądała cała lekcja, bo miałam tak zepsuty nastrój, że nie chciało mi się nadużywać strun głosowych.
Tymczasem Clare i Nott bawili się w najlepsze, nie zwracając za dużej uwag na to co robią, woleli wzdychać do siebie jak jakieś papużki nierozłączki. A mimo to dostali W!

Kilka dni później cały Hogwart huczał od rozmów. Właśnie dziś odbyć się miało ostatnie zadanie Turnieju Trójmagicznego. Oczywiście stawiałam na Diggorego.
Wszyscy uczniowie, oraz wiele osobistości z Ministerstwa Magii zasiedli na trybunach przerobionego na labirynt stadionu quidditcha. Ja oczywiście nie miałam zbyt dobrego towarzystwa. Po mojej lewej było wolne miejsce, a po prawej Clare, Nott i Malfoy, a dalej jego goryle. Wzięłam sobie do czytania książkę ostatnio bardzo popularną - Zagadka czarownicy z Black Bridge. Wciągnęła mnie i byłam właśnie na czwartym tomie. Zaczytałam się tak bardzo, że nie zwracałam uwagi na otaczających mnie ludzi. Kiedy podniosłam wzrok zauważyłam, że miejsce obok mnie jest zajęte i to nie przez kogoś nieznajomego. Był to chłopak, którego mgliście pamiętałam z Balu Bożonarodzeniowego.
Zobaczył że na niego patrze więc spojrzał na mnie i po jego minie zauważyłam, że mnie rozpoznał.
- Więc... Diggory czy Potter?
- Oczywiście, że Diggory. A tak w ogóle, jestem Faye.
- Brian, miło poznać. Jeszcze raz przepraszam, za tą bransoletkę, wiesz, wtedy na balu.
- To nic, nie przejmuj się. Pracujesz w Ministerstwie, tak?
- Właściwie, to jestem na stażu, nic ciekawego, ale po wakacjach mają mnie przenieść i liczę na lepszą posadę.
- Ty chyba nie kończyłeś Hogwartu?
- Nie, dorastałem we Francji. Stanowczo nie polecam.
- Hmm Hogwart na pewno jest lepszy, jeśli trafisz do odpowiedniego domu.
- A ty jesteś w...?
- Ravenclaw. Ten dom dla mądrych.
- Wiem, wiem, czytałem Historię Hogwartu.
- Ambitnie. Ta książka ma chyba z dwa tysiące stron.
- Dokładnie dwa tysiące siedemset osiemdziesiąt dwie. A ty co teraz czytasz?
- Ooch, na pewno słyszałeś o serii Black Bridge.
- Aa tak, w Ministerstwie wszystkie czarownice rozmawiają tylko o tym.
- Czarownice? Czyli czarodzieje nie?
- Raczej wątpliwe. W fabule jest za dużo romansu.
- Czytałeś?
- Pierwszy tom.
- No weź, na pewno ci się podobało.
- Nie za bardzo. To książka dla kobiet.
- Wcale nie!
- Dobra, zmieńmy temat. Ulubione zaklęcie?
- Nie mam pojęcia, nie myślałam nigdy o tym. Pewnie Accio, bo jestem strasznie leniwa.
Przegadaliśmy tak do końca Turnieju, a raczej do momentu, kiedy pojawił się Potter z ciałem Diggorego. Zrobiło się straszne zamieszanie, wszystkich wysłano do dormitoriów, a Brian rozpłynął się w powietrzu.
Kiedy siedziałyśmy z Clare przy kominku w Pokoju Wspólnym ta jak zwykle mówiła o Ślizgonach.
- Malfoy strasznie się wkurzył - powiedziała
- Dlaczego? Bo Potter wygrał?
- Niee, że nie siedział obok ciebie, bo coś truł o dokuczaniu Ci. A potem jak nawijałaś z tym chłopakiem z Ministerstwa ciągle coś komentował. Na pewno był zazdrosny.
- Ha ha ha. Lepiej zajmij się Nottem, bo Malfoy to dno. Dobranoc, Clarciku.
 

 
Wracałam właśnie ze spotkania z Nottem gdy postanowiłam zajść do biblioteki. Zobaczyłam tam Faye i Draco siedzących razem...Nie do końca potrafiłam stwierdzić co robią, ale widziałam chyba książkę do eliksirów. Przemknęłam ostrożnie do drugiego działu tak by mnie nie zauważyli. Wracając również starałam się zachować wszelką dyskrecję podobnie jak w pokoju wspólnym gdy Faye już wróciła ze swojej schadzki.
-O matko, ale głupi dzień- westchnęła siadając obok mnie na kanapie.
-Taak. Dużo nauki...chyba, że mówisz o czymś innym?- spojrzałam na nią.
Hmm, chyba nie jestem aż tak dyskretna.
-Co? Znowu miałaś jakieś widzenia, sny o mojej przyszłości miłosnej? A może masz dla mnie jakieś rady? To szybko streszczaj się zanim puszcze pawia.
-Nie musisz być taka wredna. Po prostu nie wiem czemu nie powiedziałaś, że jesteś z Draco. O mnie i o Theodorze wiedziałaś pierwsza...znaczy po Draco, ale...
-Czekaj!- przerwała mi prawie krzycząc -Ja i Malfoy nie jesteśmy razem czy ty to wreszcie zrozumiesz?
-Widziałam was dzisiaj w bibliotece. Razem- przybliżyłam do siebie dwa palce wskazujące symbolizujące tę dwójkę, a Faye udała, że wymiotuje.
-Clare! Skończ już z tym. Mam po dziurki w nosie twoich głupich...
-Nie zmieniaj tematu! Widziałam was razem w bibliotece! Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że ci w czymś pomagał? Już prędzej umówiłabyś się z nim an randkę!
-No właśnie bardzo się mylisz! Uparł się żeby mi pomóc i sam przylazł do biblioteki, a potem siadł koło mnie. Nigdzie go nie zapraszałam. Po prostu nie dał się wyprosić.
Jeszcze chwilę pogadałyśmy, a potem poszłyśmy spać. Na lekcji eliksirów, którą mieliśmy razem ze Ślizgonami okazało się, że esej Faye zdobył lepszą ocenę od mojego...
-Następne ćwiczenie będziecie robić w parach- powiedział Sanpe - Macie przygotować Eliksir natychmiastowej ciemności. Przepis macie w podręcznikach na stronie 234.
-Cześć- przywitał się ze mną Theo, który opuścił swoje dotychczasowe stanowisko i podszedł do mojego.
-O, widzę, że chcesz być ze mną parze. Nic dziwnego, też bym ze sobą chciała- zaśmiałam się.
- Właściwie to ratuję cię swoją obecnością.
Zaczęłam się z nim przekomarzać, ale naszą dyskusję przerwała Faye.
-Przykro mi Nott, ale zająłeś mi miejsce, bo to jest moje stanowisko.
-Pracujemy w parach.
-Tak, wiem. Ale to nie zmienia faktu, że nie udostępniłam ci swojego stanowiska. Jak chcesz być z Clare to zabierz ją gdzieś tam do siebie, pff.
Faye wydawała się być zła. Zawsze gdy ćwiczenia miały być wykonywane w parach to byłyśmy razem. Ale w końcu Theo był moim chłopakiem więc to chyba nic dziwnego.
-Czy jest jakiś problem?- widząc nasze "małe" zamieszanie podszedł do nas Snape z tym swoim głupkowatym uśmieszkiem.
-Panna Darvill nie chce mi udostępnić tego stanowiska- poskarżył się Nott, co nawet dla mnie było chyba lekkim przegięciem.
-A może panna Darvill chce zarobić ujemne punkty? Minus...
-Nott to źle zinterpretował, profesorze. Darvill wróciła tylko po swoje rzeczy- nagle znikąd pojawił się Malfoy.
-Rozumiem. Więc pan Nott jest w parzę z panną Sanders, a panna Darvill jak mniemam z panem?
-Tak. Dobra chodź już, bo musimy zacząć- Draco złapał Faye za szatę i pociągnął w kierunku stanowiska, które do tej pory zajmował Nott. Byłam ciekawa reakcji Faye więc starałam się ich podsłuchać.
-Co ty zrobiłeś? Nie chcę być z tobą w parze!
-Właśnie uratowałem ci tyłek! Gdyby nie ja to zarobiłabyś minusowe punkty i zostałabyś bez pary. Powinnaś mi dziękować na kolanach.
Uśmiechnęłam się pod nosem, ale potem przypomniałam sobie o brzydkim zachowaniu Theodora.
-Ej, to było wredne z twojej strony.
-No co?- wzruszył ramionami- I tak skończyłaby w parze z Malfoyem więc ja im tylko pomogłem.
-Ale przez ciebie Ravenclaw prawie zarobił ujemne punkty.
-Co cię obchodzą punkty. I tak nie wygracie. Wygra Gryffindor, przecież Potter jest reprezentantem w turnieju...
Zaczęłam się śmiać, bo chyba wszyscy Ślizgoni mają żal do Gryfonów za to co się stało w pierwszym roku nauki.
Po skończonym warzeniu eliksirów przeszliśmy do oceniania. Ja i Faye dostałyśmy taką samą ocenę: W, choć po jej minie domyśliłam się, że ta współpraca była trudna.
 

 
Jeżeli Clare zastanawiała się czy ma teraz chłopaka, nie miała nad czym rozmyślać. Ona i Nott są razem już od ponad miesiąca, tymczasem ja gdy widzę jak się zachowują mam odruch wymiotny...
Natomiast jeśli chodzi o Malfoya, od pamiętnego nazwania mnie "tym" nie odzywam się do niego. Byłabym w stanie mu to wybaczyć, ale on nawet nie podjął próby przeproszenia mnie.
Za każdym razem gdy się widzimy wygląda to mniej więcej tak
"O cześć Darvill, jak leci?"
"TO z tobą nie rozmawia. Żegnam"
Tymczasem Clare ciągle spędza czas z Nottem więc mam do wyboru bibliotekę, tułanie się w samotności, albo towarzystwo Bena i Matta.
Zwykle korzystam z tej trzeciej opcji, bo przebywanie samemu jest według mnie nie za fajnym rozwiązaniem.
Po dzisiejszych zajęciach poszliśmy pograć w gargulki, a raczej chłopcy poszli, a ja tylko siedziałam na ławce i podziwiałam ich grę, której kompletnie nie lubiłam.
Siedziałam tak jakieś dwadzieścia minut, kiedy przypałętał się Malfoy i usiadł obok mnie, na co odwróciłam się w drugą stronę.
- Czego tu chcesz Malfoy? - oburzył się Ben, kiedy to zobaczył
- Nie wtrącaj się, muszę porozmawiać z Darvill.
- Ale ja z tobą nie muszę!
- Przestań się w końcu boczyć, wiem że wolałabyś żeby Sanders ciągle nam dogryzała przez to wtedy, bo dla niej wyglądało to ... no tak jak to wyglądało a ja wolałem uniknąć komentarzy. I jeszcze Nott ciągle mnie męczy. Powiedzmy że jest mi przykro, bo uzyłem zbyt mocnych słów.
- Przestań krążyć i przeproś to może ja przestanę się boczyć.
- Ehhhh, dobra Darvillku, przepraszam.
- Wybaczam
- Ale zrobiłem to tylko dlatego, że mam do wyboru ciebie, Pansy albo przyszłych państwa Nottów.
- Ja Ci wybaczam z tego samego powodu, mam dość patrzenia jak okazują sobie nadmiar uczuć w mojej obecności.
- To okropne, prawda?
- Obrzydliwe
- Okropne
- Nie do zniesienia
- A co tam u ciebie Darvillku, wiem że za mną tęskniłaś - zaśmiał się Malfoy.
- Chyba ty za mną, mam więcej przyjaciół niż ty.
- Jasne, jasne, ale tylko mnie tak lubisz.
- Mam wrażenie że mnie podrywasz
- Ha ha ha wydaje ci się
- Niee
- Napatrzyłaś się na Notta i Sanders i mózg ci uszkodziło.
- Ale ci się zaczerwieniły uszy, bo kłamiesz!!
- Przestań pleść głupoty.
- Ja nie wierze he he he he. Od jak dawna to trwa?
- Że co?
- No to uczucie.
- Zwariowałaś Darvill! Natychmiast zabiorę cię do Skrzydła Szpitalnego!
- Jeżeli proponujesz mi randkę to muszę odmówić.
- Merlinie, jesteś chora.
- Yhym, tylko nie rób mi usta-usta żeby mnie wyleczyć he he he
- Bleeee Darvill!
Wkręcanie Malfoya było najśmieszniejszą częścią mojego życia, uwielbiałam to. Jego reakcje po mojej każdej kwestii były przekomiczne. Ale nie dało się nie zauważyć, że dziwnie na mnie patrzył. Może Clare miała racje, że on coś...
- Dobra, wystarczy, tylko Cię sprawdzałam.
- Po co to było?
- Bo Clare mówi, że masz coś do mnie.
- W jakim sensie? Że my ten..? O Merlinie! Sanders to już tylko św. Mungo!
- Czy ja wiem...
- Czy tobie się wydaje, że ja z tobą? Nie wierzę...
- Dobra, koniec tematu.
- Merlinie, nie wierze...
- Już koniec tematu Malfoy.
- Ale czekaj, bo coś sobie uświadomiłem.
- Gratuluje. No słucham?
- No bo skoro mnie sprawdzałaś znaczy, że ty chciałabyś coś ten...
- Pogięło Cię. Tylko sprawdzałam, żebym wiedziała, czy mam Cię pilnować.
- Yhym, już ci wierzę.
- Dobra, mam dość. Ta rozmowa wjechała na złe tory. Żegnam, idę odrobić eliksiry.
- Pomóc Ci?
- Zabawne, Malfoy.
 

 
Byłam zła na Faye, że zostawiła mnie samą. Nie wiem co ona sobie myślała.., że mi tym pomoże? Chyba wypaliło jej mózg.
-O co jej chodzi?- zapytał zdziwiony gdy czarownica zniknęła za gęstwiną krzaków.
- To Faye, nikt nigdy nie wie o co jej chodzi.
- Fakt. W końcu trafiła do Ravenclawu czyli domu dla tych "szalonych"- zaśmiał się pod nosem.
- Chciałeś powiedzieć "mądrych"- poprawiłam go.
-Nie, nie chciałem.
-Phi..-odwróciłam się i zaczęłam obserwować taflę jeziora.
-Znasz Lunę Lovegood?
- No co mam nie znać jak z mojego domu jest?- zapytałam podirytowana.
-To tu masz dowód. Ona nie jest normalna.
- Po prostu myśli nieszablonowo. Jest bardzo inteligentna. Tak się składa, ze żeby wejść do Pokoju Wspólnego trzeba odpowiedzieć na trudne pytanie więc nie martw się, jest bardzo inteligentna- skrzyżowałam ręce.
-No dobra, nie znam jej. Ale wydaje się być słodka.
Poczułam się dziwnie...Jakbym oberwała kaflem w brzuch.
-Ale jest dziwna- dodałam.
- Już jej nie bronisz?- Theodore podszedł bliżej.
-Po prostu mówię, że jest inteligentna, ale...dziwna. Trochę. Z resztą nie będę o niej rozmawiać. A ty z tego co widzę to masz słabość do młodszych?
-Gdzie tam. Żartowałem z Luną. Byłem ciekaw twojej reakcji- uśmiechnął się, na co nie często sobie pozwalał więc się zdziwiłam.
-Jakiej reakcji, nie wiem o czym mówisz. W ogóle to pójdę znaleźć Faye.
Odwróciłam się chcąc szybko zniknąć, ale Nott złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie, a potem niespodziewanie pocałował. Byłam tak zdziwiona tym, że nie protestowałam. Nagle usłyszałam dziwny hałas. Ja i Theodor zaczęliśmy szukać źródła tego dźwięku, który nas zaniepokoił, co nie było z resztą trudne...Na trawie leża Faye, a Draco na niej. Moją twarz oblał rumieniec, bo zrozumiałam w jakiej scenie im przeszkodziliśmy, ale z drugiej strony jak Faye mogła być tak nierozważna i dopuścić do czegoś takiego w miejscu publicznym?!!
-Yyy..to nie tak jak...Na Merlina! Złaź ze mnie Malfoy!- Faye zaczęła krzyczeć, a ja dalej nie byłam w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa.
Draco niezgrabnie się podniósł. On również wyglądał na trochę wybitego z rytmu. Pewnie się zawstydził.
-Ej dobra, serio- Faye zaczęła machać rękami - Nie wiem co sobie myślicie i lepiej nic nie myślcie, bo to nie prawda. Przechodziliśmy tylko i...
-Nie, spokojnie- odezwałam się w końcu- Nie musisz się tłumaczyć. To my naruszyliśmy waszą prywatność więc chyba już pójdziemy.
-O czym ty gadasz? Luuudzie- Faye chwyciła się za głową -Dobra, od początku. Przewróciliśmy się i tak wyszło. Poza tym ja nikogo nie całowałam- Faye perfidnie zmieniła temat na swoją korzyść. Znów oblałam się rumieńcem i tym razem już nic z siebie nie wydusiłam więc odezwał się Nott.
-Mało brakowało. Widziałem po twarzy Draco, że bardzo chciał to zrobić.
- Chyba cię pogięło Nott! W życiu nie tknąłbym..tego- wskazał na zirytowaną Darvill.
-Tego?- zapytała.
-Wiesz o co mi chodzi...Co za idiotyzm! Ja wychodzę!- odwrócił się i poszedł w stronę zamku.
-Yyy, tak ja też- zrobiłam to samo lecz inną drogą by nie wpaść na żadne z nich.

Dopiero wieczorem spotkałam się z Faye w Pokoju Wspólnym
-I jak tam Theo?- zapytała uśmiechnięta.
- Dobrze- wzruszyłam ramionami- A Draco?
-Tak jak zawsze- usiadła na kanapie- Ale żałuj, że nie widziałaś jego miny jak zauważył, że się całujesz z Nottem.
-Więc rozumiem...Podglądaliście nas?
-Tak trochę. I potem się przewróciliśmy i tyle. Więc nie myśl sobie. Kiedy twój mózg jest pobudzony twoja wyobraźnia osiąga niewyobrażalne obroty, które w rzeczywistości mogą wyrządzić szkody na twojej psychice. I co? Więc masz chłopaka?
-Nie wiem...Wiesz to było dziwne, bo on sam tak nagle mnie pocałował. Nie podoba mi się to, bo zerwali niedawno. Tak jakby był zdesperowany.
-Ja tam nie wiem. Faceci są głupi i tyle. Tak się zastanawiam...Malfoy pochwalił moje włosy, ale zrobił to dopiero jak powiedziałam, że Ben to zrobił. Nie wiem więc czy to było szczerze.
- To wygląda na to, że był zazdrosny...chyba. Ja też nie znam się na chłopakach. Ich mózgi są inne.
-Zwłaszcza ślizgonów.
 

 
Clare jak zwykle miło spędzała czas, kiedy siedziałyśmy nad jeziorem. Był już marzec, więc pogoda nam na to pozwoliła. A Clare wykorzystała ten czas jak zawsze żeby znęcać się nad moja skromną osobą. Według niej najważniejszy cel w życiu każdego człowieka to znaleźć drugą połówkę. Może i ma racje, ale na litość boską jesteśmy dopiero w czwartej klasie i uważam, że mamy czas.
- Daj mi już spokój kurdupelku, bo zawołam Notta! - jęknęłam po niecałych trzydziestu minutach jej bełkotu. Ja słyszałam tylko bla bla więc bla bla bla...
- A dlaczego mnie potrzebujesz, Darvill? - odezwał się wspomniany Ślizgon, który jak widać również postanowił skorzystać z pogody. Od czasu naszych sprzeczek doszliśmy już do jako takiego rozejmu i nasza relacja wyglądała jak na początku nauki w Hogwarcie - zaczepki i dogryzania bez jakiegoś zapału do pojedynku.
- Ja Cię nie potrzebuje Nott, chce jedynie spokoju, a twoja skromna osoba może usatysfakcjonować Clarcika, więc ja teraz pójdę do toalety a ty dotrzymaj jej towarzystwa i życzę milej rozmowy.
Błyskawicznie oddaliłam się w stronę zamku. Zaraz przy wrotach do szkoły zderzyłam się - nie dosłownie - z Malfoyem.
- No, no Darvill gdzie się tak śpieszysz.
- A to twoja sprawa? Bo jak ostatnio sprawdzałam, to nie.
- Po co ta niechęć, spokojnie. Skoro już tu jesteś, widziałaś gdzieś Notta? Rozmawialiśmy o twojej uroczej, małej koleżance, ale gdzieś zniknął - na te słowa zaczęłam się w duchu śmiać! Clare dogadałaby się z tym blondynem, oboje zatruwają życie, ona mi, on Nottowi.
- Zaskoczę cię, ale właśnie zostawiłam Notta i Clare nad jeziorem, na uroczej pogawędce i jeżeli chcesz pomóc koledze nie przerywaj im tej ... schadzki swoją obecnością.
- Chyba pierwszy raz skorzystam z twojej rady Darvillku. W takim razie jesteś skazana na moją obecność.
- A co, Parkinson daje się we znaki?
- Zazdrosna?
- Chyba śnisz.
- Nie musisz się tak rumienić Darvill, nie pasuje ci ta gryfońska czerwień.
- Brawo Malfoy obraziłeś właśnie dwa koszmary twojego życia - Gryfonów i mnie - prychnęłam.
- Nie przesadzaj, nie jesteś za ciekawą osoba, ale nie jest tak źle, żeby porównywać Cię do Gryfonów.
- Wow, dzięki za komplement...
- Spokojnie, tylko się droczę. Nie mam dzisiaj humoru na obrażanie cię, dawno tego nie robiliśmy i nie jestem w formie.
- Zauważyłam. Jesteś prawie miły i zaczynam się zastanawiać, czy jesteś zdrowy - dla podkreślenia swoich słów podeszłam i dotknęłam jego czoła ze zmartwioną miną, po czym oboje zrozumieliśmy co się stało i odskoczyliśmy od siebie.
- Darvill? - spytał zachrypniętym głosem Malfoy, z grobową miną patrząc na moją dłoń.
- Eee tak jak myślałam, co najmniej 38 stopni. Powinieneś iść do Skrzydła Szpitalnego - wyjaśniłam, dziękując w duchu, że się nie jąkam.
- Bzdura... Malfoyowie nie cierpią na gorączkę - blondyn już się otrząsnął z dziwnej sytuacji i wróciliśmy do punkt wyjścia.
- Kolejna złota zasada rodu Malfoyów, co?
- Nie wiem o czym mówisz, Darvill, nie mamy żadnych złotych zasad.
- Oj przestań, przecież wiesz o czym mówię. Malfoyowie się nie uśmiechają, Malfoyowie nie odczuwają żadnych emocji, Malfoyowie są lepsi od wszystkich, Malfoyowie nie chorują... Mogłabym tak do wieczora.
- Ty naprawdę masz zbyt wybujają wyobraźnie. Jedyna dewiza Malfoyów to czysta krew, chociaż to prawda, że jesteśmy lepsi. Ale sza! Nie chce się z tym afiszować. A poza tym umiem się uśmiechnąć, ale nie mam do tego powodów, zwłaszcza w twojej obecności.
- Och rozumiem - wyprostowałam się i zaczęłam chodzić dumnym krokiem naśladując napuszonego pawia - Jestem Malfoy i macie czyścić mi buty - powiedziałam grubszym głosem.
- Ha ha! Wcale tak nie mówię, Darvill!
- No racja, masz brzydszy głos niż ja.
- Jesteś w stanie powiedzieć o mnie coś miłego?
- Nie wydaje mi się, chyba, że najpierw ty powiesz mi coś miłego, wtedy się zastanowię.
- Nie ma w tobie rzeczy którą mógłbym pochwalić, więc nie licz na to.
- Ooo przestań! Clare mówi, że gdybym była milsza na pewno miałabym tabuny chłopaków!
- Bo to twoja koleżaneczka, nie chce cię urazić prawdą.
- ...Ostatnio Ben powiedział że mam ładne włosy, a ...
- Jaki Ben? Ten frajer z Ravenclawu?
- Owszem jest z Ravenclawu, ale to nie frajer.
- On chyba jest z Patil, prawda?
- Zgadza się.
- Hmm... Dobra, niech Ci będzie, mówię to tylko żeby usłyszeć co ty mi powiesz, ale rzeczywiście twoje włosy są do zniesienia...
- O Merlinie, Malfoy zaraz cie przytulę!
- Serio?
- Nie. Ale niech będzie i tobie. Uważam, że w pewnych okolicznościach można byłoby uznać Cie za przystojnego.
- W jakich okolicznościach?
- Gdybyś nie był takim dupkiem!
- Dobra, Darvillku, bo Ci żyłka pęknie, sterczymy tu już z 20 minut, chodź podejrzymy gołąbeczki.
Ponieważ nasza rozmowa zaczynała się robić dziwna, przystałam na jego pomysł. Zakradliśmy się za drzewa i naszym oczom ukazał się widok nie do opisania.
Nott i Clare całowali się! Malfoy otworzył usta i wyglądał tak śmiesznie że zaczęłam śmiać się z jego miny, przez co poślizgnęłam się na mokrej trawie i runęłam do przodu. Rozpaczliwie nie chcąc zdradzać naszej obecności złapałam się Malfoya, na co i on się zachwiał i wylądowaliśmy oboje, on na mnie! Usłyszałam tylko że Clare i Nott odrywają się od siebie i Clare pyta - Co to było?
 

 
Walentynki z duchami to była istna klapa...Ja i Theo kompletnie nie mogliśmy skleić rozmowy, Draco i Faye się z nas śmieli, a historie opowiadane przez duchy wcale nie były straszne...No może z wyjątkiem tej Krwawego Barona, on się postarał. Opowiedział o zakochanym mężczyźnie, który zabił ukochaną, która uciekła z domu zabierając cenną rzecz matki. Zabił ją w przypływie szału gdy ta odmówiła powrotu. Już sama historia nie była przyjemna, a w dodatku wszystko polegało na zasadzie spektaklu. Okazało się, ze duchy wprost uwielbiają odgrywać sceny śmierci...Ja, Theo, Draco i Faye mieliśmy nawet takie szczęście, że zostaliśmy oblani krwią zdechłych szczurów (żeby było wiarygodnie). Pod koniec spektaklu Hermiona miała wiele uwag co do poprawności owego wydarzenia, bo jak twierdziła "Wykorzystanie tych bezbronnych zwierząt w celach rozrywkowych jest nieludzkie". Dopiero po jakimś kwadransie Szalonooki wytłumaczył jej, że to zdechłe szczury znalezione w lochach.
-Przyszła ta szlama i zepsuła całą imprezę- zajęczał Malfoy.
-Nikogo nie obchodzą twoje problemy miłosne- ukąsiła Faye.
-Ciekawe kto tu dostał walentynkę od dziecka.
Zaczęli się kłócić aż do momenty gdy wszyscy uczestnicy Nocy z Duchami zostali wyproszeni z Wieży Astronomicznej.
W Pokoju wspólnym długo nie spałyśmy. Romantyczny nastrój nam się udzielił więc zaczęłyśmy gadać o chłopakach. Sama nie wiem jak doszło do takiego tematu.
-Wiesz...Wydaje mi się, że jakbyś była trochę bardziej empatyczna to nie mogłabyś się odgonić od chłopców- skomplementowałam przyjaciółkę gdy ta zaczęła się żalić, że jej urok działa jedynie na jedenastolatków - Wiele chłopaków jest tobą zainteresowanych, ale gdy tylko otworzysz usta potrafisz puścić z nich taką wiązankę, że ja się nie dziwię, że się ciebie boją.
-Jaka specjalistka od spraw sercowych się znalazła...- zagwizdała- Będziesz mogła mnie pouczać dopiero gdy znajdziesz sobie chłopaka. A..zapomniałam. Jesteś z Henrym.
-Co? Nie wiem czemu wygadujesz takie głupoty! No i mów ciszej, bo jak to usłyszy to zapadnę się pod ziemię.
-Nie moja wina, że jesteś taka nieudolna. Tylko kto ci się bardziej podoba? Henry czy Theodor? Szczerze to...myśl, że miałabyś być z moim bratem jest dziwna.
-To nie myśl o tym, bo to głupie. Nie jestem z nim, ani nigdy nie będę. Nie zauważyłaś, że on traktuje mnie jak siostrę?
-Tak, od kiedy to na bale chodzi się z rodzeństwem?
-Poszedł ze mną, bo przecież sama nikogo bym nie zaprosiła.
-No a nikt inny cię nie zaprosił?
-No właściwie to...Pamiętasz tego Francuza?- zagaiłam radośnie.
-Hmm chwilowo 1/3 naszej szkoły to Francuzi także...
-No tego co dał mi czekoladę!
-Aa, o matko.
-No to właśnie on mnie zaprosił, ale to już potem było. Więc jak widzisz...lista moich wielbicieli nie jest taka jak bym chciała.
-No a Theo? On ci się podoba i to już od pierwszej klasy.
Wzruszyłam ramionami.
-Cóż...to tylko jednostronne skoro ma dziewczynę.
-Miał.
-Wiesz co? Jak już wcześniej mówiłam odstraszasz wszystkich chłopaków swoimi wrednymi gadkami, ale jest jeden, któremu to nie przeszkadza.
-Zaskocz mnie...Nie! Tylko nie mów tego imienia!
-Zgadza się. Ja WIEM, że będziecie razem.
Było późno więc na tym zakończyłyśmy naszą rozmowę. Następnego dnia na śniadaniu zauważyłam, że Faye co jakiś czas zerka na Draco.
-Serio? Patrz na niego- szarpnęła mnie za rękaw szaty - Tak żałośnie to wygląda gdy ta Pansy się do niego ślini jak pies, a jemu się to podoba najwyraźniej.
-Może jesteś po prostu zazdrosna?
-Nie jestem zazdrosna! Po prostu drażni mnie fakt, że ktoś mógł pomyśleć, że do siebie pasujemy. Ale uspokaja mnie trochę fakt, że to ty. Większość ludzi ma mózgi , który działają na normalnych zasadach.
Zostałam obrażona więc miałam się odgryźć, ale nie zdążyłam, bo przysiadł się do nas Matt z Benem, którzy przeżywali ostatnie zadanie turnieju.
-Ale będzie jak Potter wygra- uśmiechnął się Matt- Będzie najmłodszym zwycięzcą w historii!
-To bez znaczenia czy Potter czy Diggory wygra. Liczy się to, że puchar zdobędzie Hogwart- dodał od ciebie Ben.
- Fleur raczej nie wygra. Za słaba jest na to- wtrąciła Faye więc i ja postanowiłam dodać coś od siebie.
-No a Krum? On może sprawiać problemy. W końcu w drugim zadaniu wypłynął za Cedriciem, Harry tylko szczęściem wszedł na drugie miejsce.
-No w sumie fakt...Ale statystyki są za Cedriciem!- rzekła Faye.
-Jakie statystki?- zaciekawił się Ben
-Moje- uśmiechnęła się przebiegle. Uświadomiłam sobie wtedy, że i oni stanowiliby ciekawą parę.
 

 
Wielka Sala w Walentynki wyglądałaby ładnie gdyby nie to, że ktoś przesadził. Czasem nawet ja potrafię zrozumieć, że różowy bywa ładny. Ale udekorowanie całej szkoły tonami różu, serduszek, kwiatów i tego typu sprawami... Mam złe przeczucia. Oczywiście nie zamierzałam obchodzić w tym roku Walentynek.
W pogarszającym się humorze usiadłam przy stole Krukonów. Naprzeciw dostrzegłam Evana. Zamierzałam mu pomachać, ale ręka zamarła w trakcie procesu, gdy zobaczyłam, że podeszła do niego jakaś słodka blondynka Ślizgonka. Była chyba z jego roku. Dała mu różową bombonierkę w kształcie serca. O mało nie wybuchłam śmiechem. Natomiast Rainer z uśmiechem przyjął prezent i zaczął rozmowę z dziewczyną.
Odwróciłam się w drugą stronę. Tam Pansy Parkinson śliniła się do jakiegoś chłopaka. Nie był to Malfoy, który siedział zmieszany kilka miejsc dalej. Co chwila posyłał złowrogie spojrzenia wszystkim dookoła, zwłaszcza Nottowi. Wszyscy wiedzą, że gdy Snape przyłapał ich na kłótni dał im szlaban i odebrał sporo punktów.
Clare poszła z Mattem grać w gargulki więc nie miałam w z kim pastwić się nad "zakochanymi". Postanowiłam wyjść z Wielkiej Sali i nic nie jeść. To wszechobecne szczęście przytłaczało. Bałam się, że różowy zacznie wypływać mi uszami.
- Walentynki z duchami. Zapraszam na noc strasznych historii i Wieży Astronomicznej przed północą - rozgłaszał Prawie Bezgłowy Nick, duch Gryfonów. Ten klimat załapałam.
Wyszłam na dziedziniec i usiadłam przy grających Clare z Mattem.
- Nienawidzę Walentynek i tych wszystkich zakochanych ludzi. Przez większą część roku się nie zauważają a potem 14 lutego nagle zaczynają się wielbić. Publicznie.
- Czasem myślę, że powinnaś trafić do Slytherinu z całym tym jadem, Faye - zauważyła nie odrywając się od gry Clare. Może i ma rację, ale i tam znajdą się naiwni frajerzy.
- Clare nie daj się nabrać na tą feministyczną przemowę. Faye jest zazdrosna bo nikt jej nie kocha.
- Jesteś podły Matt, co się stało?
- Przystosowuje się do Twojego poziomu.
- Zaczynam cię lubić. Ale wypraszam sobie, nie jestem feministką, bo... - zamierzałam wygłosić długą przemowę pełną morałów, rad i tego typu spraw ale podszedł do mnie jakiś Gryfon z drugiej klasy i postukał mnie w ramie.
- Czego? - prychnęłam
- Zbłądziłeś dzieciaku - jęknął współczująco Matt i z nieodgadnionym wyrazem twarzy pokręcił głową. Clare walnęła go w ramię i próbowała się nie śmiać.
- Yyy to dla ciebie - wypalił cały czerwony i wepchnął mi coś do rąk po czym uciekł, aż się kurzyło.
Clare nie wytrzymała. Położyła się na ziemi i ryknęła śmiechem. Chyba tylko resztki godności nie pozwoliły jej zacząć się turlać. Nad nią Matt energicznie uderzał ręką w kolano śmiejąc się prawie tak samo głośno.
Zobaczyłam co dostałam. Była to a jakże Walentynka. W środku był uroczy wierszyk o mojej urodzie i zaletach charakteru.
Upokorzona ruszyłam do zamku. Po drodze zauważyłam Malfoya.
- Malfoy! To dla ciebie! - przekazałam mu kartkę mojej hańby i zaczęłam iść jeszcze szybciej.
- Co to jest ... - usłyszałam za sobą Ślizgona.
Do wieczora postanowiłam zostać w dormitorium. Miałam co czytać, więc nie było źle.
O północy wyciągnęłam Clare na Noc z Duchami. Wybaczyłam jej śmianie się ze mnie. Mnie samą to śmieszyło.
- Po co tam idziemy, chce spać?
- Nie gadaj, przebieraj nogami. A w ogóle pochwal się, dostałaś jakąś Walentynkę?
- Nie ważne.
W Wieży Astronomicznej było dosyć strasznie. Nie było tu wielu amatorów horroru. Usiadłyśmy przy ścianie i czekałyśmy na północ.
Chwile przed rozpoczęciem pojawili się... Malfoy i Nott. Chyba się pogodzili. Ale na moje nieszczęście usiedli po obu stronach mnie i Clare.
- Darvill wyjaśnisz mi po jakiego maślaka dostałem poemat na twoją cześć? I to pisany stylem dziecka z przedszkola?
- Dałam Ci to żebyś... yyy... docenił Moją Wspaniałość. Inni nie potrzebują poradników, ale zostałeś wybrany.
- Co?
- Oj daj spokój wiem, że się smucisz bo Parky cię rzuciła.
- Nie rozumiem jak funkcjonuje to coś w twojej głowie, co zastępuje ci mózg.
- Nikt nie rozumie, nie wysilaj się. A teraz sza!
- Czemu? Jeszcze parę minut mamy...
Wskazałam dyskretnie na Clare i Notta, którzy próbowali jakoś sklecić rozmowę.
- Więc gdzie twoja dziewczyna? - zagadnęła Clare.
- ... Nie mogła przyjść ... - pobieżnie wyjaśnił Theo.
- Jasne - prychnął obok mnie Malfoy, na co uderzyłam go łokciem - No co? Rzuciła go i tyle.
Usłyszałam jak Clare i Nott nabierają powietrza. Zaczęłam chichotać. Nie dlatego, że jestem wredna (chociaż jestem) ale bo Malfoy powiedział to takim tonem, że nie dało się nie śmiać. No i Clare chciała ukryć uśmieszek.
- Widziałem Sanders! - mruknął znacząco blondyn, a ja zaczęłam śmiać się bardziej.
- Dobrze że jest ciemno bo widzielibyśmy z Darvill jak się rumienicie gołąbki - dodał chłopak.
Po pięciu minutach na przemian śmiania się i duszenia ( jak najciszej ) udało mi się wykrztusić
- Merlinie, Malfoy! - bo chłopak bez przerwy rzucał jakieś uwagi do dwójki po mojej prawej(typu cmok cmok i takie tam).
- Co Darvill, chcesz się kłócić? - widocznie mój głos, który dla normalnych ludzi brzmiał jak duszenie się dla niego zabrzmiał jak groźba.
- Nie! Nie mów nic, bo się dusze ze śmiechu, jakbyś nie zauważył - opanowałam swój głos i powiedziałam.
- A...
Na chwile zapadła cisza. Zaraz znowu zaczęłam chichotać i Malfoy też. Clare chyba nie wytrzymała napięcia bo wypaliła
- A Faye dostała Walentynkę od jedenastolatka.
I zapadła cisza. Uratował mnie początek Nocy z Duchami. W życiu się tak nie bałam i z dumą przyznaje, że Malfoy chyba też Ale muszę go unikać, bo jak będzie komentował słowa Clare to utopie się w jeziorze.
 

 
Odkąd przyznałam się Faye, że to ja zabrałam jej różdżkę nie odezwała się do mnie ani jednym słowem. Jeżeli musi ze mną rozmawiać to prosi o pomoc kogoś innego tak jak to było dzisiaj z Mattem:
-Matt, możesz powiedzieć Clare, że ma mi oddać książkę, którą pożyczyła ode mnie w zeszłym miesiącu?
Siedziałam obok Matta więc mnie i Faye dzieliło tylko jedno krzesło, wszystko słyszałam. Matt nie wiedzą jak się powinien zachować spojrzał na mnie i zaczął powtarzać słowa ciemnowłosej.
-Powiedz jej, że położyłam ją na jej łóżku już rano, ale jest spostrzegawcza jak stara ropucha.
-Ee, okej...Clare mówi, że...
-Powiedz jej, że może i jestem spostrzegawcza jak stara ropucha, ale za to nie wyglądam jak druzgotek.
-Nie kłóćcie się za moim pośrednictwem- zdenerwował się Matt- Jeżeli chcecie znać moje zdanie to Clare rzeczywiście głupio postąpiła, że zabrała tobie różdżkę, ale nie jest osobą, którą mści się na innych bez powodu tak jak Malfoy więc prawdopodobnie ty też zawiniłaś.
Co prawda irytował mnie fakt, że rozmawiają ze sobą tak jakby mnie tu nie było, ale spodobało mi się to, że Matt mnie usprawiedliwiał.
-Po pierwsze- odezwała się Faye- Nie interesuje mnie twoje zdanie, po drugie to Clare, której tak bronisz zabrała mi różdżkę, najważniejszą dla mnie rzecz na świecie i jeszcze fałszywie pomagała mi jej szukać! Nie ruszył jej nawet fakt, że nie przyszłam na lekcje, bo szukałam mojej ukochanej no i, że zarobiłam ujemne punkty! Niezależnie od tego co zrobiłam to było podłe!
Faye wstała, zabrała wszystkie swoje rzeczy i wyszła zostawiając mnie i Matta samego.
-Cóż...Może to za nią powinienem się wstawić- zaśmiał się Matt- Ty byś chyba aż tak źle nie zareagowała?
-Eh, może rzeczywiście trochę przegięłam z tą różdżką, ale to był jedyny pomysł na zemstę jaki przyszedł mi do głowy, nie jestem w tym dobra. No i gdy widziałam jak Faye bardzo zależy na jej odzyskaniu zrobiło mi się strasznie głupio. Chciałam w nocy odłożyć ją na miejsce tak by Faye nie zauważyła i wtedy wszyscy byli by szczęśliwi, ale nie mogłam patrzeć na jej załamanie więc oddałam jej różdżkę wcześniej- westchnęłam i uderzyłam twarzą o blat stołu. Nie miałam ochoty się podnosić i oglądać tego beznadziejnego świata. W pewnym momencie Matt zaczął głaskać mnie po głowie.
-Jestem pewien, że się pogodzicie, zobaczysz.
Speszyłam się i szybko wstałam z miejsca.
-Tak, tak, tylko żartowałam, że się załamałam hahaha, muszę coś załatwić, pa- podobnie jak Faye zabrałam swoje rzeczy i opuściłam Wielką Salę. Po drodze zobaczyłam jak grupka ślizgonów otoczyła obrażoną na mnie przyjaciółkę.
- Odszczekaj to, Darvill- zasyczał Malfoy. Nie wiedziałam o co chodziło, ale postanowiłam wstawić się za Faye.
-Nic nie będzie odszczekiwać!
-Po co się wtrącasz Sanders?- tym razem zajęczała Pansy-Nawet nie wiesz o co chodzi.
-Nie muszę wiedzieć o co chodzi by wiedzieć kto w tym towarzystwie jest głupi- skierowałam te słowa bezpośrednio do niej.
-Sama jesteś głupia, idiotko!- popchnęła mnie z całej siły, gdyby nie filar stojący za mną zapewne poleciałabym na ziemię.
-Ej Malfoy!-krzyknęła zdenerwowana Faye- Trzymaj swojego kundla na smyczy, bo widzę, że dostaje ataku Parkinsona.
-Co Darvill, zazdrosna?
-Phy, niby o co? Proszę cię.
Wszyscy zaczęliśmy się kłócić, a oliwy do ognia dolał Nott ze swoją dziewuszką.
-Przestańcie zachowywać się jak pierwszoklasiści-zwrócił nam wszystkim uwagę.
-A ty przestań szlajać się z puchonami-odgryzł się Draco. Hehe.
-Malfoy, panuj nad sobą, nikt już nie chce słuchać takiego nieudacznika jak ty- zdenerwował się Theo, widocznie nie lubi gdy obraża mu się dziewczynę. Nagle wszyscy ucichli i słychać było jedynie kłócących się Draco i Theo. Dziewczyna Notta stała oddalona kilka metrów, widocznie bała się reakcji ślizgonów. Szkoda mi się jej nawet zrobiło.
Faye zauważyła zbliżającego się do nas profesora Snapea, pociągnęła mnie za rękaw szaty i szybko uciekłyśmy z miejsca zdarzenia.
 

 
Pobudka w poniedziałkowy ranek nigdy nie jest łatwa. Zwłaszcza gdy na dworze panuje śnieżyca. Był już środek lutego a zima nadal nie ustępowała. Clare, mimo że jej nieustannie dokuczałam wcale nie obrażała się na mnie, czasem tylko robiła mi małe wyrzuty. Biorąc pod uwagę że to Clare, miałam obawy co postanowi zrobić. Ale minęło już sporo czasu od pamiętnego incydentu na balu, więc moja czujność poszła spać.
Zwlekłam się z łóżka i zauważyłam, że reszta dziewczyn jeszcze spała. Dało się słyszeć dziwne chrapanie Clare zza jej zasłony. Nie budząc współlokatorek ubrałam się i wyszłam na śniadanie. Wiem, że pewnie spóźnią się na lekcje, ale nie miałam sumienia ich budzić.
Było wpół do ósmej, kiedy wchodziłam do Wielkiej Sali, więc dziewczyny miały jeszcze 30 minut na przebudzenie.
Dziesięć minut przed rozpoczęciem Transmutacji udałam się pod salę. Na nieszczęście wszystkich Krukonów lekcja odbywała się ze Ślizgonami.
Jak to bywa z poniedziałkowym szczęściem, Malfoy postanowił też przyjść przed dzwonkiem, z całą obstawą.
- Co Darvill, przyjaciółeczki Cie opuściły?
- Znowu zaczynasz?
- Ja nigdy nie kończę, Darvillku.
- Darvillku debilku - zadrwiła Pansy
Pacnęłam się głowę, na niemoc która mnie ogarnęła na ten komentarz.
- Parkinson się odezwała... Jest taka choroba wiesz?
- Przestań zmyślać.
- Polega na tym, że trzęsie Ci się jakaś część ciała. Chyba. Mnie na twój widok wszystko trzęsie ze złości. O kurczę nowa wersja Parkinsona...
Zezłoszczona Pansy wyciągnęła różdżkę. Ja z lepszym humorem zamierzałam wyciągnąć swoją, ale...
- Gdzie moja różdżka?
Zaczęłam szukać w swoich szatach i torbie, ale bezskutecznie. W tym czasie zadzwonił dzwonek i pojawiła się McGonagall. Wyjaśniłam jej naprędce sytuacje i ruszyłam przeszukać dormitorium. Musiałam minąć się z dziewczynami bo w środku było pusto. Mojej różdżki też tam nie było. Nie wiedząc co robić przeszukałam Wielką Salę, bibliotekę i wszystkie korytarze, które odwiedziłam wczoraj. Problem w tym, że kiedy wczoraj kładłam się spać różdżka była na miejscu...
Załamana zaczęłam przepytywać Krukonów i wszystkich znajomych. Clare mi pomagała, ponieważ lekcje się już skończyły.
Tymczasem była już prawie siódma wieczorem a ja nadal pozostawałam bez różdżki.
- Rodzice mnie zabiją - zaczęłam się nad sobą użalać.
- A może ktoś Ci ją zabrał? - zaproponowała Clare.
- Nikt nie ma dostępu do naszego dormitorium. Już przepytałam dziewczyny, żadnej z was nie podpadłam, więc to bez sensu. Nikomu z Ravenclawu nie zrobiłam nic złego.
- Jesteś pewna?
- Tak!
- Na sto procent?
- Na brodę Merlina tak!
- Więc nie wiem.
Całą noc myślałam nad słowami Clare. Przecież nikomu w Ravenclawie nic nie zrobiłam, prawda?
Rano obudziłam się zrozpaczona. Miałam napisać list do rodziców, o nową różdżkę.
- To tylko różdżka - pocieszyła mnie Clare.
- Sęk w tym, że ta różdżka była częścią mnie. To tak jakbyś wyjęła mi serce i zastąpiła je metalowym z nadzieją, że będzie działało tak dobrze jak prawdziwe. Albo jakbyś wycięła mi tętnicę, albo obcięła kończynę. Ta różdżka to...
- Stop, nie nakręcaj się. Ja znam kogoś, kto może ją mieć...
- CO? I mówisz mi to teraz? Dostałam -20 punktów z eliksirów za nieobecność, a ty wiesz gdzie jest moje dziecko? Jestem pewna że mam co najmniej tuzin siwych włosów i zmarszczki ze zmartwienia a ty... TY POTWORZE BEZ SERCA!
- Ja mam tę różdżkę, okej? Po prostu mnie przeproś i przestań mi dogryzać.
- Oddawaj różdżkę.
- Przeproś.
- Różdżka
- Magiczne słowo.
- Oddaj różdżkę bo moim magicznym słowem będzie takie Niewybaczalne.
- Dobra... Przestaniesz mi dokuczać?
- Może?
Clare wyjęła moją różdżkę z kieszeni szaty a ja wyrwałam jej ją z ręki i sobie poszłam. To co zrobiła Clare było bezczelne i bardziej w stylu Malfoya a nie uprzejmej Krukonki.
 

 
Gdy obudziłam się po balowej nocy z przerażeniem stwierdziłam, że nikogo nie ma w sypialni. Przyszło mi do głowy, że przespałam cały wolny dzień oraz zaspałam na zajęcia jednak kalendarz pokazał mi, że się pomyliłam. Odetchnęłam z ulgą. W dormitorium było tylko kilku Krukonów, żadnego z mojego rocznika. Zastanawiałam się gdzie wszystkich wywiało. Była pora obiadowa więc postanowiłam zejść na dół do Wielkiej Sali. Minęłam po drodze paru zaspanych uczniów. Na jednym z szerokich parapetów siedział Theo razem ze swoją dziewczyną- Lily Cheney, co było śmieszne-była Puchonką. Nie żebym miała coś do Puchonów, ale Draco na pewno miał. W każdym razie wyglądało na to, że Theo się nie przejmował uwagami pod jego adresem. Przechodząc obdarzyłam ich przelotnym spojrzeniem. No może nie do końca przelotnym, bo zagapiłam się i uderzyłam w jeden z filarów podtrzymujących sklepienie.
-Uh-zaczęłam masować obolałe miejsce.
-Nic ci nie jest?-podbiegła do mnie blondynka mojego wzrostu-Lily, tuż za nią powlókł się Nott.
-Nie, jeszcze nie do końca się obudziłam-usiłowałam zwalić winę na brak snu.
-Cóż, to prawda, że bal był niesamowity. Jeszcze nigdy się tak nie wybawiłam, haha- Lily zaczęła się głośno śmiać. Głos miała jednak tak przyjemny, że aż chciało się go słuchać.
-No, racja-powiedziałam trochę zamulonym tonem. Niby czemu miałabym chcieć z nią rozmawiać? W ogóle to czemu ona do mnie mówi?
-Ty byłaś na balu z Henrym Darvillem no nie? To brat twojej przyjaciółki, nie miała nic przeciwko temu, że z nim poszłaś?-myślałam, że wypchnę ją przez okno. Na szczęście nie dałam po sobie poznać gniewu. Uśmiechnęłam się nonszalancko, przymrużyłam oczy i machnęłam ręką.
-Niby czemu? To w końcu nie jej sprawa z kim spotyka się jej brat.
-Więc ty i Henry się spotykacie? Czad, gdy zobaczyłam go na jednym z przyjęć w Ministerstwie to od razu mi się spodobał, znaczy...jak byłam dzieckiem. Miałam wtedy chyba siedem lat.- zaśmiała się, a ja od razu pożałowałam, że nie ugryzłam się w język, chociaż nie patrz na Theodorea, Clare.
-Nie- zaczęłam machać nerwowo rękami- Powiedziałam tak ogólnie, gdyby on się z kimś spotykał, ale nie spotyka się. Nie to, że mnie to obchodzi po prostu...Ekhem, cóż, tak-kiwnęłam głową żałując, że nie mam pelerynki niewidki albo zmieniacza czasu.
-Jasne-puściła mi oczko-Będziemy już lecieć, Theo i ja musimy odwiedzić bibliotekę, pa.
Lily energicznie pobiegła w kierunku biblioteki, a Theo powlókł się za nią. Odwróciłam się i ruszyłam w kierunku Wielkiej Sali zaciskając nerwowo pięści.
-Proszę, proszę. Widzę, że ktoś tu aż kipi z zazdrości- na kolejnym parapecie, który mijałam siedział nie kto inny jak wielki panicz Draco. Ciężko westchnęłam-Czyżbym trafił?
-Nie-odparłam odwracając od niego wzrok.
-Poważnie- Draco podszedł do mnie- Wolałbym żeby już był z tobą niż z tamtą Puchonką. Tyle jest interesujących Ślizgonek, ale nie! Nott chciał być buntownikiem!
-No dokładnie! No i jak ktoś tak posępny może być z kimś tak nadpobudliwym!
Całą drogę do Wielkiej Sali ja i Draco obgadywaliśmy Theo i Lily. Wiem, że nie powinniśmy tego robić, ale cóż...
Gdy dotarliśmy na miejsce zlokalizowałam Faye, a Draco poszedł za mną i usiadł obok ciemnowłosej.
-Na Merlina, kogo tu ze sobą przyprowadziłaś?-zlustrowała Draco zimnym spojrzeniem jakby widziała go pierwszy raz w życiu.
-Zabawne, widziałem cię jak zarywałaś do starszych urzędasów-odgryzł się blondyn.
-Co?-zapytałam zdziwiona.
-Nie wierz mu. Nie byłby sobą gdyby nie plótł od rzeczy.
-Oczywiście. Jednak ktoś rozwalił ci twoją bransoletkę, któż to był?-uśmiechnął się.
-Skąd mam wiedzieć, jakiś typo. A ty co? Śledzisz mnie?
-Tak się składa, że akurat wpadłaś na niego przy moim stoliku.
-No i świetnie, idź teraz do swoich przyjaciół i nie psuj mi tego jakże przyjemnie zapowiadającego się dnia.
Po wymianie jeszcze kilku zdań do Wielkiej Sali przybyli koledzy Draco więc od razu dał na spokój.
-Faye-zaczęłam poważnym tonem- Od kiedy wolisz starszych?
-Clare!-zdenerwowała się czarownica- Ty mi lepiej powiedz czy Henry dobrze całuje?
-COOO?
-To co słyszysz, widziałam was.
-To niemożliwe, nie całowaliśmy się! Coś ci się pomyliło!
-Co się stało?-za moimi plecami ktoś się pojawił. Nie musiałam nawet odwracać głowy by wiedzieć kto to był.
-Właśnie o tobie rozmawiamy Henry-uśmiechnęła się Faye.
-O, naprawdę? W takim razie chętnie posłucham- brązowowłosy usiadł obok mnie.
-Właśnie analizujemy z Clare przebieg waszego ślubu. No i lista gości, suknia, tort i te sprawy.
Eee...co?-zapytałam sama siebie w myślach.
-Ehehe, okej...Um, dobra- Henry zniknął tak szybko jak się pojawił.
-Hihihihi, ale jesteście śmieszni.
-CO to miało być? Teraz myśli, że jestem jakąś wariatką.
-Daj spokój, to tylko Henry. Poza tym skoro się z nim nie całowałaś to...phi!
O nie, nie, nie. Zemszczę się na tobie Faye, zobaczysz.
 

 
Clare nie jest z Nottem. Skąd to wiem? Otóż Nott całował się dziś z uroczą blondynką z młodszego roku. Mimo, że cała akcja z "byciem razem" okazała się nie prawdziwa, Clare jest nieco załamana.
W sobotę rano okazało się, że wszystkie dziewczęta mają próbę tańców, bo wielkimi krokami zbliża się do nas Bal Bożonarodzeniowy. Profesor Flitwick okazał się świetnym nauczycielem mimo niewielkiego wzrostu.
Gdy już nauczyłam się wirować na parkiecie i nawet Clare nie idzie to najgorzej udałyśmy się po suknie do Hogsmeade. Wybór był ogromny. I mimo że już w liście w wakacje podano w wymogach szatę wyjściową dopiero teraz, jak zwykle na ostatnią chwilę się tym przejęłyśmy.
- Zobacz Faye, ta jest ładna - Clare pokazała mi jaśminową sukienkę. Jej pasowała ale dla mnie była zbyt cukierkowa.
- To nie to. Musimy wyglądać jakbyśmy lśniły. Wysil się. Zamierzasz mi powiedzieć z kim idziesz na ten bal?
- To nic wielkiego. Dowiesz się w niedzielę.
- Nie rozumiem czemu wstydzisz się mi powiedzieć. To chyba nie Longbottom, co?
- NIE! Poza tym nawet gdyby to bardzo miły chłopak.
- O nie... To serio jest on?
- Daj spokój...
- Dobra, nieważne. O zobacz, ta jest dla ciebie świetna - zdjęłam z wieszaka śliczną sukienkę w kolorze mleczy.
- Za jasna. Faye... To sukienka dzienna, nie na taką okazję. Mogłam wziąć Daisy, już ona by się lepiej sprawiła.
- Tylko krytykować potrafisz. Sama sobie znajdź. Ja już sobie znalazłam idealną kreację.
Moja sukienka była w kolorze ciemnego, głębokiego granatu, pomieszanego z szarością. Była prosta zdawała się być śliska, ale była miękka i wygodna. Lśniła czymś na kształt brokatu i miała elegancki pas na talii. Była dla mnie idealna i bez zastanowienia ją wzięłam. Po pół godziny później i Clare była załatwiona.
Jej sukienka była a jakże lekko różowa, bardzo jasny odcień tego koloru miała. Na górze miała srebrne naszycie, ramiączka i dekolt były srebrne. Miała też zadziwiająco odważne rozcięcie na nogach.
- Cukiereczku, uważaj żeby Nott cię nie zjadł - zażartowałam na jej widok.
- Bardzo śmieszne. Wyglądam świetnie i mi zazdrościsz.
- Róż i ja to dwie różne bajki, nawet taki jasny, więc nie łudź się.
- Zazdrośnica.
W niedzielny wieczór zanim się wystroiłyśmy zadbałyśmy także o nasze fryzury. Ja postawiłam na warkocza wokół rozpuszczonych, pokręconych włosów, a Clare na lekkiego koczka. We włosy miała wpięte również srebrne spinki.
Przy wejściu udałam się w stronę mojego partnera - Evana. Na szczęście nie założył nic zielonego bo byśmy kontrastowali. Grzecznie zatańczyliśmy kilka tańców a ja ciągle nie widziałam Clare.
Po około 30 minutach zobaczyłam ją. I jej partnera.... HENREGO! Byłam oburzona, że nie przyznała się że prowadza się z moim bratem. A ten hipokryta ciągle mi wypomina, że tylko chłopaki się dookoła mnie kręcą a zero nauki, a sam się zakręcił...
Postanowiłam sobie to z nimi wyjaśnić i już ruszyłam do nich szybkim krokiem gdy ktoś na mnie wpadł.
- Ups.. Wybacz - powiedział jakiś chłopak. Z tego co wywnioskowałam był pracownikiem Ministerstwa, chociaż wyglądał na maksymalnie 18 lat. Nie kojarzyłam go z Hogwartu. Miał ciemnobrązowe oczy i włosy i okulary w ciemnych, grubych oprawkach.
- Nic się nie stało - odparłam nie składnie i chciałam ruszyć do Clare, ale okazało się że zaczepiłam bransoletką o spinkę na jego mankiecie.
- Ups - powtórzył. Taki stary a taki niezdarny - przeszło mi przez myśl.
Z trudem zaczęliśmy się rozplątywać. NIe szło nam to ani trochę, bo on bał się mnie dotknąć, a ja nie chciałam dotykać jego. W końcu przemogłam się i stanowczym ruchem rozerwałam wiążącą nas sytuację. Niestety to zniszczyło moją bransoletkę i oboje rzuciliśmy się, żeby zebrać pozostałości. Starszy kolega przywalił mi jeszcze głową w czoło. Całkiem załamany speszył się, załapał mnie za rękę, oddał brakujące paciorki i szybkim krokiem poszedł do jakiegoś urzędnika z Ministerstwa Magii. Ja straciwszy rezon zamiast do Clare poszłam prosto do Rainera. Zatańczyliśmy jeszcze kilka razy.
Później okazało się, że Ślizgoni dodali do ponczu "magiczny składnik" i cała sala zaczęła się o wiele lepiej bawić. Ja ponownie wpadłam na okularnika i jedyne co pamiętam to że zaczęliśmy tańczyć, gdy ktoś zawołał:
- Brian! Do mnie! Wracamy do Ministerstwa, pilny wypadek. Ciamajda zniknął a ja ruszyłam niesprawnym krokiem do dormitorium. Pamiętam, że minęłam Henrego i Clare, całujących się??? A potem już tylko sen.
 

 
Po dziwacznej miłosnej akcji w bibliotece Faye oraz więcej osób myślą, że ja i Theo jesteśmy razem. Oczywiście o to nam chodziło, ale to miał być tylko żart przeznaczony dla Faye...Niestety nieco wymknął się spod kontroli. Theo i ja próbowaliśmy to potem odkręcać chociaż nie dało się. Wszyscy sądzili, że naprawdę jesteśmy razem i nic nie mogliśmy już z tym zrobić. Theo i ja wpadliśmy na pomysł z tym żartem po spotkaniu Faye w Trzech Miotłach. Robiła co jakiś czas dziwne insynuacje, a ja skarżyłam się Theo. Powiedział, że kiedy będę już zirytowana tak bardzo bardzo to mogę jej powiedzieć coś takiego. Byliśmy ciekawi jej miny chociaż teraz obróciło się to przeciwko nam.
-Na Merlina, co ty Nott gustu nie masz?-podszedł do Theodora Malfoy gdy plotka o naszym związku już się rozniosła. Posłałam mu wredne spojrzenie.
-Też miło cię widzieć, Malfoy-odpowiedział oschle Nott i zamknął swoją książkę od eliksirów.
-Nie no, ale poważnie- blondyn usiadł między mną a Theo i założył nonszalancko nogę na nogę- Wiedziałem, że coś się kroi, ale nie sądziłem, że w tej klasie. Kto wyszedł tak w ogóle z inicjatywą?
-Clare- odpowiedział bez zastanowienia Theodore. Czemu dalej chce ciągnąć to kłamstwo? To jest męczące i irytujące!
-Że co proszę?-zerwałam się z miejsca.
-No nie pamiętasz?- uśmiechnął się czarnowłosy -Powiedziałaś, że jestem jedynym światłem w twoim życiu.
Na początku patrzyłam na niego jak na idiotę jednak potem podłapałam temat i przytaknęłam.
-No tak, jak mogłam zapomnieć mój gargulku.
-Okej, żegnam- Draco opuścił korytarz.
W Wielkiej Sali ja i Theo siedzieliśmy oddzielnie. Bycie parą ma swoje granice, zwłaszcza, że nie byliśmy parą na poważnie.
-Czemu nie jesz ze swoim chłopakiem?-zapytała radośnie Faye.
-Bo je z innymi krukonami-odparł opryskliwie Matt.
-Matt, kąsasz jak Ślizgon wśród szlam- zaśmiała się Faye.
-Za dużo czasu spędzasz ze ślizgonami Faye- zwrócił jej uwagę blondyn-Clare z resztą też.
-Co cię ugryzło?-zapytała Padma.
Matt bez słowa wyszedł z Wielkiej Sali.
-To może zawołaj Theo tutaj Clarciku-zasugerowała przyjaciółka.
-Jak już mówiłam, nie jesteśmy razem. To był taki żarcik.
-Haha, jasne.
-Naprawdę.
-Ale dużo czasu razem spędzacie-zauważyła Darvill.
-A ty dużo czasu spędzasz z Evanem co wcale nie znaczy, że jesteście razem- odgryzłam jej się. Faye przez dłuższy czas nic nie mówiła- Jesteście razem!?
-NIE! Nie każdy jest tak bardzo niecierpliwy w wyznawaniu uczuć jak ty.
Teraz to ja nic nie odpowiedziałam. Theo powiedział żebym się tym nie przejmowała bo za jakiś czas ta sytuacja się uspokoi. Zamierzałam właśnie tak robić.
Po lekcjach ja i Theo zajęliśmy się pracą domową z eliksirów. Siedzieliśmy razem w Wielkiej Sali ze względu na listopadową pogodę na zewnątrz.
-Musimy załatwić korzeń mandragory-zauważyłam.
-Z tym nie powinno być większego problemu- odparł Nott.
-Dobry wieczór-podeszła do nas Hermiona. Zdziwiło mnie to bardzo, bo chyba od początku nauki w Hogwarcie zamieniłam z nią ze dwa zdania.
Ze zdziwienia nie odpowiedziałam natomiast Theo odezwał się z lekko wyczuwalną pogardą.
-O co chodzi?
Hermiona speszona spojrzała na dziwną puszkę, którą trzymała w dłoniach. Zauważyłam napis WESZ.
-WESZ?-zapytałam zdziwiona- Trzymasz tam wszy?
-CO? Ależ skąd! Ekhem...Zbieram datki na Stowarzyszenie Walki o Emancypacje Skrzatów Zniewolonych- odparła dumnie.
-Jakich skrzatów..?-zapytałam zdziwiona, ale i zaciekawiona.
-Skrzatów Domowych oczywiście. To w jakich warunkach są zmuszone pracować jest wręcz okropne! POTWORNE!
-Jedyna potworność jaką tu widzę to ty Granger i ta twoja zardzewiała puszka- przed dziewczyną pojawił się Malfoy ze swoim wrednym uśmieszkiem.
-Daruj sobie Mafloy- zwróciłam chłopakowi uwagę.
Gdy chłopak nie odpowiedział Hermiona rzuciła w jego stronę ironiczne "Dziękuję. Pożałowałam, że to zrobiłam.
-Więc...Skrzaty są traktowane podle, to trzeba zmienić.
-Chcesz żeby były wolne?- upewniłam się.
-Tak.
-Takiej głupoty w życiu nie słyszałem. Weź idź stąd płakać gdzie indziej szlamo.
Hermiona ze złości zacisnęła pięści.
-Możesz mnie obrażać, proszę bardzo, ale to nie zmieni tego, że jesteś aroganckim i wrednym karaluchem.
-Coś ty powiedziała?
-Że jesteś głupszy i mniej przydatny społeczeństwu niż moje buty!
-Ej, Granger!- za dziewczyną pojawiła się Faye i Evan. Ciemnowłosa kierowała swoją różdżkę w kierunku mugolaczki.
-Co ty wyprawiasz Faye? Jesteś tak samo beznadziejna jak Ślizgoni! Tiara Przydziału pomyliła się umieszczając cię w Ravenclawie-krzyknęła przerażona Hermiona usiłując uciec.
-Naprawdę?-zapytała sarkastycznie Faye-Czary mary...-machnęła różdżką.
Hermiona zaczęła drapać się po głowie.
-Radzę ci szybko udać się do skrzydła szpitalnego jeżeli nie chcesz zarazić wszami całej szkoły- odparła oschle Faye.
-CO?- w oczach Hermiony pojawiły się łzy. Szybko wybiegła z Wielkiej Sali zostawiając na stole puszkę.
-Nie byłaś trochę za wredna?-zapytałam przyjaciółkę.
Faye wzruszyła ramionami- Gdyby mnie nie obrażała nic by jej się nie stało.
-Czary mary?- zapytał trochę zdezorientowany Evan- Co to za zaklęcie?
-Mugole tak właśnie wyobrażają sobie zaklęcia" Czary mary"i dodajesz coś co chcesz by się stało. Możesz też użyć Hokus Pokus. Albo obu.
-Znasz się na mugolach- odezwał się Evan- Powinnaś studiować mugoloznastwo.
-Tak ciekawi to oni nie są- Faye rzuciła mu wredne spojrzenie- A ty Malfoy nie musisz dziękować, że cie uratowałam.
-Nie uratowałaś mnie, coś ci się pomyliło Darvill.
-Ależ tak. Gdyby nie moje super zaklęcie zapewne by się na ciebie rzuciła!
Nagle poczułam, że swędzi mnie głowa. Podrapałam się. Zauważyłam, że Theo zrobił to samo. Potem Faye, Draco, Evan...Spojrzeliśmy na siebie przerażeni. Bez słowa pobiegliśmy do skrzydła szpitalnego.
Zatrzymałam się na chwilkę przy stole, na który stała puszka. Potrząsnęłam nią by zobaczyć ile pieniędzy w niej jest, tak z czystej ciekawości. Nie wiem czemu, ale postanowiłam wrzucić tam dwa sykle (tyle było napisane na puszce), a potem dogoniłam znajomych. W skrzydle szpitalnym na szczęście nie było już Hermiony. Odetchnęliśmy z ulgą.
-Jakaś epidemia tych paskudnych wszy?-zapytała samą siebie pani Pomfrey.
Stwierdziliśmy, że dla naszego dobra lepiej nikomu nie wspominać o tym incydencie. Dobrze, że oprócz nas w Wielkiej Sali nie było nikogo...
 

 
Już od dwóch tygodni coraz częściej spędzałam czas w towarzystwie Evana. przy bliższym spotkaniu okazuję się naprawdę świetnym chłopakiem. Można z nim porozmawiać na praktycznie każdy temat. Zna się na dobrej muzyce, na Quidditchu i wcale nie jest taki wtedy jak wydawało mi się przy pierwszym spotkaniu.
Ostatnio zauważyłam też że Clare coraz więcej czasu spędza z Theodorem, a nie z Henrym.
Wylądowałam z nimi w bibliotece, ponieważ miałam napisać esej na Numerologię. Oni zajmowali się akurat sobą i czymś co prawdopodobnie było Starożytnymi Runami.
- To co tam piszesz nie ma sensu - po prawie godzinie zauważył Nott.
- Dla ciebie może nie ma, dziecko run. Ja świetnie rozumiem z czym mam do czynienia.
- Po co komu wiedzieć co znaczą jakieś głupie cyferki? To przy runach jest przedmiot dla przedszkolaków - powiedziała próbując używać mądrego tonu Clare.
- A po co komu jakieś kropka kreska, kreska kreska kropka? Kto w ogóle tego używa?
- Więcej ludzi wybiera Runy a nie Numerlogię. Widziałem taką w ankietę w jednej książce coś o historii magii czy coś - wymądrzył się Theo.
- Jasne... Bo większość ludzi ma IQ około 50...
- Aj kiu? Co to? - zapytała Clare, a ja zaczęłam się śmiać, aż pani Pince posłała mi wrogie spojrzenie.
- Clarciku, IQ to taka mugolska skala inteligencji.
- Powiedziałeś Clarciku? Czy się przesłyszałam? - Clare się zaczerwieniła a ja znowu zaczęłam się śmiać. Clarcik! Nie wierzę!
- A ty skąd wiesz, skoro to mugolski wynalazek? - zmieniła temat, a przynajmniej próbowała.
- Nie ograniczam się do czytania tylko czarodziejskich rzeczy - odpowiedział trochę speszony Nott. Ciekawe czym speszony, swoją mugolską wiedzą czy Clarcikiem?
- Teoś, powiedziałeś Clarcik? Serio? - spytałam, bo nigdy im tego nie odpuszczę.
- Darvill! - pogroził mi ostrzegawczym tonem.
- Jesteśmy parą, okej! - krzyknęła Clare, zyskując tym samym kilkanaście ciekawskim spojrzeń.
- Co? Jak? Od kiedy? Jak to się stało? Nie wierzę!
- Lepiej uwierz!
Nowo nabyta informacja spowodowała, że nie miałam już głowy do niczego, tylko próbowałam przetrawić ten fakt. Z tego powodu dostałam marne Z z Numerologii i -5 punktów za nieuwagę na eliksirach. Cały kolejny dzień dokuczałam Clare, nazywając ją Clarcikiem i innymi równie obrzydliwie słodkimi ksywkami, przez co już od obiadu unikała mnie jak ognia. Ale nie mogłam jej odpuścić.
- Idź sobie do Dracusia! - powiedziała, gdy podziwiałyśmy jak Matt, Ben, Parvati, Padma i Cas grają w gargulki.
- Ooo nie! Tego gumochłona w to nie mieszaj!
- Jakiego gumochłona? - znikąd pojawił się Evan, a ja zaczęłam się rumienić.
- Faye miała na myśli Malfoya. Kiedyś się w nim bujała i zastanawiałam się właśnie czy jej przeszło ..
- Że co? - prychnął niepokojąco Ślizgon.
- To nieprawda, Clare sobie to ubzdurała, bo dokuczałam jej i Nottowi, więc wybrała sobie Malfoya, ale nie słuchaj jej - zaczęłam się tłumaczyć i odciągnęłam go w stronę jeziora, żeby nie słuchał żadnych bajek stworzonych przez Clarcika...
Nad jeziorem było pełno osób, jak zwykle ktoś podglądał co dzieje się na pokładzie statku z Durmstrangu.
- Serio Faye? Podobał ci się Malfoy? - zaśmiał się Rainer.
- Nie zaczynaj! To wcale nie tak. Kocham go równie mocno co Weasleyowie.
- Dobra, żartuje, nie unoś się, bo pomyślę, że coś przede mną ukrywasz.
- Zaraz wylądujesz w jeziorze!
- Nie dałabyś rady mnie tam wrzucić.
- Chcesz się przekonać?
- Nie wiem...
Spieraliśmy się tak jeszcze kilka minut, a kiedy zaczęło robić się ciemno wróciliśmy do zamku. Ze smutkiem rozstaliśmy się na schodach. On poszedł w dół, ja w górę.
Niektórzy Ślizgoni to ludzie naprawdę w porządku. Teraz znośny stał się Nott, a Evan obiecał pilnować Jaimiego, żeby nie pakował się w nic głupiego, no i często dostarcza mi informacji o bracie, który zachowuje się lepiej niż się tego spodziewałam.
 

 
Działy się naprawdę dziwne rzeczy...Malfoy nałykał się czekolady i zaprosił Faye na randkę. Jak to dobrze, że już z tym skończyłam, jeżeli naprawdę wyglądałam i zachowywałam się jak Malfoy..eh. No i gdy poszłam poszukać przyjaciółki okazało się, że Theodore poszedł za mną.
-Clare!- zawołał.
Zatrzymałam się choć zrobiłam to niechętnie.
-Coś się stało?
-Mam wrażenie, że mnie unikasz.
-Wydaje ci się- wpadłam w lekkie zakłopotanie- Niby czemu miałabym?
-Właśnie nie wiem- uśmiechnął się lekko-Czyli wszystko jest w porządku?-Kiwnęłam głową- To może też wybierzemy się razem do Hogsmeade?
-Że razem?- zapytałam niedowierzająco.
-No..tak. Wiesz...skoro Faye i Draco idą razem.
-No w sumie nie wiadomo czy idą...Zachowanie Faye wyglądało mi bardziej na odmowę- zaśmiałam się.
-To widzimy się jutro, pamiętaj!- powiedział odchodząc.
Cała w skowronkach wróciłam do Pokoju Wspólnego. Nie było tam jednak Faye więc nie mogłam jej się pochwalić z kim idę. W dormitorium wpadłam jednak na jej brata.
-Co słychać Clare?- zapytał radośnie gdy przechodziłam obok.
-W sumie to nic- uśmiechnęłam się.
-Idziesz do Hogsmeade?
Oczywiście! I to nie sama! Ale tego mu nie powiem. Odparłam nonszalancko:
-Tak, wybieram się.
-Świetnie. Tylko żadnej czekolady- pomachał mi przed nosem palcem.
-WIEM!- odepchnęłam go śmiejąc się i pobiegłam na górę do sypialni.
Następnego dnia długi czas czesała swoje włosy, które odmówiły posłuszeństwa. Pierwszy raz byłam gotowa do wyjścia zanim Faye się obudziła. Nie miałam okazji z nią porozmawiać więc w dalszym ciągu nie wiedziała o moim spotkaniu z panem Nottem.
Czarnowłosy czekał na mnie na dziedzińcu.
-To gdzie idziemy najpierw?-zapytał miło.
-Nie wiem...może Miodowe Królestwo?-miałam słabość do słodyczy i chyba wszyscy o tym wiedzieli.
-Dobra, ale żadnej czekolady.
-Ostatnio każdy mi to mówi. Ale zwykła czekolada wcale tak nie działa- zaczęłam się bronić. W Miodowym Królestwie kupiłam razem z Theo trochę słodkości, a następnie udaliśmy się do Trzech Mioteł. Cały czas rozmawialiśmy o szkole i nauczycielach no i o mistrzostwach. Theo również na nich był. Gdy chciałam porozmawiać na temat dziwnych ataków od razu zmienił temat.
Po pewnym czasie do karczmy przyszedł Draco ze swoimi znajomymi. Przywitali się z Theodorem, a mnie zignorowali, ale lepsze to niż jakieś docinki. Wróciliśmy do rozmowy.
Następnym niespodziewanym gościem był Henry. Gdy go zauważyłam pomachałam mu radośnie. Podszedł do naszego stolika zdenerwowany.
-Czekałem na ciebie w Miodowym Królestwie- powiedział z wyrzutem.
-Och...-zrobiło mi się głupio.
-Czy Faye przekazała ci wiadomość?
-Nie, nie rozmawiałam z nią od wczoraj.
-Rozumiem. Dobra nie chciałem wam przeszkadzać-odwrócił się chcąc wyjść.
-Nie przeszkadzasz przecież- trochę żałowałam tych słów, bo przeszkadzał, ale było mi trochę głupio, że na mnie czekał...
Henry zatrzymał się i spojrzał na Theodora.
-Ja uważam, że przeszkadzasz- powiedział oschle czarnowłosy.
Henry bez słowa wyszedł.
-No pięknie- usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam się i ujrzałam Faye- Kto ci pozwolił tak spławiać mojego brata?
-Nie wiem o co ci chodzi. W ogóle to co ty tu robisz?
-Przyszła tu razem z Evanem Rainerem jakieś pół godziny temu- wyjaśnił Theodor.
-Naprawdę?
-Widziałeś nas?-zapytała Faye.
-Ta, zabawnie było patrzeć jak się skradacie- posłał jej uśmiech.
-Więc nie poszłaś z Draco?-dopytywałam się.
-Bleegh!
Przez chwilę jeszcze porozmawialiśmy we trójkę, a potem dołączył do nas Evan.
-Znudziła ci się ta dyskusja?- zapytała ciemnowłosa.
-Oj weź...Zachowują się jak pierwszaki.
Okazało się, że dwójka randkowiczów zaliczyła bliższe spotkanie ze ślizgonami. Posiedzieliśmy jeszcze trochę popijając piwo kremowe, a potem wróciliśmy we czwórkę do Hogwartu. Niedługo pierwszy etap Turnieju Trójmagicznego. Nie mogę się doczekać.
 

 
Ta czekolada powinna być zakazana. Naprawdę, szczerze tak uważam. Sądziłam, że to co odwalała po niej Clare to szczyt. Ale Malfoy osiągnął szczyt szczytów. Jeżeli ktokolwiek myśli, że pójdę z nim do Hogsmeade to niech wie, że się myli.
Następnego dnia na śniadaniu Malfoy dziwnie się na mnie patrzył, domyślam się, że nie zdobył już więcej czekolady, co mnie ogromnie ucieszyło. Potem wybierałam się do Hogsmeade sama, bo Clare jak zawsze coś knuła, zastanawiałam się tylko z kim - Theo, Jeromem czy Henrym. Właściwie mozna też wziąć pod uwagę Matta.
Punkt jedenasta ruszyłam z Pokoju Wspólnego Ravenclawu, ponieważ miałam ochotę na piwo kremowe, dlatego szybkim krokiem znalazłam się prawie przy końcu schodów.
- Stop! - zatrzymał mnie Evan, który jakby wyrósł spod ziemi.
- Tak?
- Chcesz wpaść na Malfoya? - zapytał podejrzanym tonem, którego nijak nie dałam rady rozszyfrować.
- Wierz mi, absolutnie nie!
- Tak myślałem. To chodź - pociągnął mnie szybko jakąś drogą zbyt długą, żeby nazwać ją skrótem.
- Gdzie mnie ciągniesz?
- Pod Wielką Salą czeka na ciebie twój książe na białej miotle, o włosach białych jak kły smoka, a skórze bladej jak...
- Czekaj! O czym ty do mnie mówisz?
- Malfoy zaprosił cię wczoraj na randkę, a z własnych źródeł wiem, że nie wiesz o miejscu spotkania, więc kiedy powiedziałaś że chcesz uniknąć spotkania z nim ułatwiłem ci to.
- Dziękuje Ci bardzo, mam u ciebie dług. Ale dlaczego to zrobiłeś?
- Potrafię być miły. I dokopać temu małemu, wrednemu....
- Wykorzystałeś mnie, żeby upokorzyć Malfoya, tak?
- Nie tylko. Chętnie wypiłbym piwo kremowe w doborowym towarzystwie, co ty na to?
- Zgoda. Ale nie chwal się tym na lewo i prawo, muszę chronić reputację.
Ruszyliśmy przez dziedziniec. Siedział tam mój ukochany brat Henry.
- Faye! Słuchaj musimy pogadać! - od razu przeszedł do rzeczy - Chodzi o to, że ja i Clare...
- Nie mam czasu teraz! Ale potem dokończymy - Henry i Evan spojrzeli na siebie oceniając się.
- Och.. No dobra... To przekaż jej, że czekam na nią w Miodowym Królestwie. Jeśli możesz.
- Oczywiście - miałam już swój genialny plan. Bo to przez Clare o mało co nie wpadłam w sidła Malfoya, ponieważ zapomniała mi o czymś powiedzieć.
Henry wesoło ruszył w stronę miasteczka, a ja powstrzymałam Rainera, który chciał wracać do zamku, bo myślał, że chce przekazać Clare wiadomość.
- Ale z ciebie wredna dziewczyna - zaśmiał się.
- I kto to mówi?
- Dobra, chodźmy, bo w Trzech Miotłach zabraknie miejsc.
Ruszyliśmy i po piętnastu minutach siedzieliśmy w ciepłym pubie. Wybraliśmy mało widoczny stolik, a to dlatego, że zauważyłam Clare z ... Theodorem Nottem! Zgrabnie ich ominęliśmy i mięliśmy widok na całą sale, a nas nie widział prawie nikt.
Po kilkunastu minutach do środka wszedł Malfoy, Parkinson, Zabini, Crabbe i Goyle.
Usiedli przy stoliku obok, ale jak już wspomniałam, nasz był zajęty. Na ten widok Rainera dopadła podejrzana wesołość, a i mi smutno nie było. Przerwaliśmy dyskusję o czystości krwi, żeby posłuchać co słychać wśród nowoprzybyłych.
- ... i ją wystawiłem! Pewnie siedzi teraz sama i wypłakuje się w poduszkę. No bo skąd może wiedzieć, że nie działają na mnie jakieś głupie czekolady...
Kiedy usłyszałam te słowa Malfoya, myślałam że zejdę ze śmiechu, a ponieważ nie chciałam zdradzić swojej obecności, leciały mi tylko łzy śmiechu.
- Sprytnie Draco! Jak taka szumowina mogła pomyśleć, że chcesz się z nią umówić! - jak zwykle Pansy pochlebiała Malfoyowi... Blee
Zauważyłam, że Rainer przyglądał mi się dziwnie.
- To jest śmiech, ja nie płacze - powiedziałam. Kiwnął głową i wstał. W tej chwili wydarzyły się dwie rzeczy.
Do środka wszedł Henry i zobaczył Clare i Theo, a stolik obok (wredni Ślizgoni) zauważył naszą obecność.
Jednak zanim posypałaby się lawina negatywnych komentarzy Rainer zrobił coś co mnie uratowało.
Bo kiedy Pansy zauważyła, że mam łzy w oczach błędnie pomyślała że to ze smutku.
- Patrzcie, Darvill przyszła się wypłakać.
Ale Evan zmierzył ją wzrokiem, na co się przymknęła.
- No Malfoy, ładnie wybrnąłeś z sytuacji, tylko mi powiedz, co robiłeś dzisiaj pod Wielką Salą, jeśli nie czekałeś na Faye?
- Nie twój interes, Rainer! - jednak jego bezcenna mina mówiła wszystko.
Znowu poleciały mi łzy..
- Wybaczcie! To ze śmiechu - powiedziałam na wydechu.
Malfoy zaczął się spierać z Evanem, a ja już po chwili znudzona zaczęłam przyglądać się co się dzieje u Clare, Theodore'a i Henrego...
 

 
-Jak było na szlabanie?-zapytałam następnego dnia przyjaciółkę.
-Powiem ci, że na prawdę mi się podobało- spojrzałam na nią ze zdziwieniem- To znaczy wiesz...nie było Malfoya, to raz, a Theodor i Evan zachowywali się miło i sympatycznie. Jak na nich oczywiście...
Dopinałam właśnie ostatni guzik szaty mając minę naburmuszonego dziecka.
-Wiem, że żałujesz, że ciebie ominął ten szlaban- uśmiechnęła się wrednie.
-Co? Wcale nie! I tak nie chcę widywać Theodora więc to nie miałoby większego sensu-wzruszyłam ramionami choć trochę jednak żałowałam.
-No tak. Henry ci wystarczy.
Zarumieniłam się, ale posłałam Faye jadowite spojrzenie.
-Masz jakiś problem- zaśmiałam się.
-Ale wiesz...myślę, że mogłabyś być z Theodorem.
Stanęłam jak wryta. Chyba się nie przesłyszałam...co ją naszło na takie stwierdzenia? Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Tak, a ty pasujesz idealnie do Draco.
Faye udała, że się zakrztusiła.
-Taka prawda. Wszyscy doskonale o tym wiedzą.
-O czym wiedzą?
-Że się lubicie-pokazałam czarownicy język. Faye wyciągnęła różdżkę i zaczęła mnie gonić. Uciekałam przed nią omijając dziwnie patrzących uczniów aż na dziedziniec. Tam zapatrzyłam się na goniącą mnie ciemnowłosą i na kogoś wpadłam z bardzo mocną siłą. Ja i ten ktoś błyskawicznie wylądowaliśmy na jesiennych liściach, które opadły z drzew.
Chwilę zajęło mi pozbieranie się z tego stanu. Kiedy byłam już ogarnięta zobaczyłam przed sobą blondwłosego chłopca. Poznałam go w dniu rozpoczęcia roku w Wielkiej Sali. Poczęstował mnie niechętnie czekoladą.
-Nic ci się nie stało?- wyciągnął dłoń w moim kierunku gdy już sam się podniósł.
-Nie, wszystko w porządku- podałam mu dłoń, a on pomógł mi wstać- Przepraszam.
-Nic się nie stało- blondyn uśmiechnął się ukazując swe białe jak śnieg zęby. Spojrzałam niepewnie na Faye, która stała z boku z założonymi rękami na biodrach. Miała ciekawy wyraz twarzy...
-Jestem Jerome Vigier.
-Clare Sanders- chłopak w dalszym ciągu nie puszczał mojej dłoni i mimo, że już mu się przedstawiłam na rozpoczęciu roku postanowiłam zrobić to jeszcze raz. Zaczynałam czuć się niezręcznie.
-Faye Darvill. Jakby ktoś pytał. Ale nikt nie pyta- wtrąciła Faye stojąc z boku. Jerome puścił moją dłoń i uścisnął dłoń ciemnowłosej.
-Naprawdę miło mi cię poznać Faye- uśmiechnął się do niej, a ja miałam wrażenie, że Faye ostatkiem sił powstrzymuje się od pokazania mu języka.
-Mnie również- uścisnęła mu dłoń- No Clare, to na czym stanęło?- zabawnym gestem wyciągnęła różdżkę.
-O proszę, Darvill uczy się rzucać zaklęcia?- za plecami dziewczyny stał Malfoy, Nott oraz starszy chłopak, który miał z Faye szlaban.
-O proszę, kogo ja widzę? Już miałam nadzieje, że szyszymora cię dopadła gdy nie przyszedłeś na szlaban.
-Ja nie jestem taki jak ty. Mnie szlabany nie dotyczą- uśmiechnął się wyzywająco.
Faye prychnęła co zdenerwowało blondyna jednak starał się tego po sobie nie pokazać.
-Chcecie?- Jerome wyciągnął z kieszeni tabliczkę czekolady. I to nie byle jakiej czekolady...Spojrzał na mnie- Ty na pewno chcesz, mam rację?
Nie wiedziałam co powiedzieć. W sumie chyba mogę...Nie jadłam jej już dawno.
-Nie.- wtrąciła za mnie Faye i wyrwała chłopakowi czekoladę. Do akcji wkroczył Malfoy, który wyrwał opakowanie ciemnowłosej i wpakował prawie całą jego zawartość do ust.
-Dobła- powiedział z pełną buzią tak, że trochę ciężko go było zrozumieć i oddał prawie puste pudełko Faye.
-Nie sądzę żeby to był dobry pomysł, Draco- odezwał się Theodore. Zrobiło mi się trochę głupio, że tak zajadałam się tą czekoladą i spuściłam wzrok.
-Ne udelaj sie- odparł Malfoy nie przełykając jeszcze do końca zawartości swoich ust.
-O matko, jakieś zebranie idiotów- odparła Faye i pociągnęła mnie za rękę w kierunku wejścia do budynku.
-Nie uciekaj Darvill!- Draco złapał ją za ramię i obdarzył szerokim uśmiechem.
-Weź się!- przyjaciółka zdecydowanym ruchem wyrwała mu się.
-Muszę przyznać, że dzisiaj wyglądasz mniej beznadziejnie niż zawsze- dalej się uśmiechał.
-Pff..nie mów do mnie głąbie.
-Jutro wycieczka do Hogsmeade- zmienił szybko temat.
-Wiem, i co?- Faye była co raz bardziej zirytowana.
-Haha, Malfoy czyżbyś chciał zaprosić ją na randkę?- Evan Rainer zaczął się śmiać. Spojrzałam przelotnie na Theodora, który również z trudem powstrzymywał śmiech.
-Nie odzywaj się nie pytany Rainer-odpowiedział mu jadowicie Draco.
Faye w tym czasie szybko wbiegła (uciekła) do środka. Byłam trochę oniemiała po tej całej sytuacji.
-Poszła sobie- zauważył Malfoy, a Theodore, Evan i Jerome nie wytrzymali ze śmiechu. Gdy Draco zauważył Francuza podszedł do niego i złapał za koszulkę- Z czego się śmiejesz pryplu?
-Zostaw go!- wstawiłam się za chłopakiem odpychając chwiejącego się Draco.
-O też tu jesteś Sanders. Patrz Theo kto tu jest!
-Opanuj się chłopie- Nott złapał Malfoya za ramię i usiłował go odciągnąć.
-To twój nowy chłopak Sanders? Ona woli blondynów, przykro mi Theo- czarnowłosy zdzielił Malfoya po głowie z całej siły.
-Ała!
-Wybacz, ale zawsze chciałem to zrobić- usprawiedliwił się.
-Sanders! Powiedz Faye, że czekam na nią pod Wielką Salą. Ma tam być.
-Ehe.
-Jasne- wtrącił Evan śmiejąc się pod nosem.
Stwierdziłam, że nic tu po mnie więc szybko wybrałam się na poszukiwania Darvill.
 

 
W sobotę wieczorem, punkt siódma stałam przed gabinetem profesora Moody'ego. Jak na razie pod drzwiami siedzieli Nott i Rainer, Malfoya jeszcze nie było. Mógłby nie przyjść, chociaż jeden problem mniej. Powinnam walnąć sobie czymś w głowę, że bezsensownie wpakowałam się w ten szlaban.
Równo dwie minuty po siódmej drzwi otworzyły się gwałtownie.
- Na co czekacie? - zachrypiał Szalonooki - Włazić!
Szybko i w milczeniu znaleźliśmy się w jego gabinecie.
- No, dzieciaki... Które z was mi powie co robiliście tak późno nie w łóżkach?
- Ja wracałam z biblioteki, panie profesorze - odpowiedziałam szybko.
- Dobrze... A pan Rainer i pan Nott? Właściwie to gdzie jest pan Malfoy?
Nott spuścił wzrok, a mi zachciało się śmiać. Wreszcie mu się dostanie.
- Stchórzył? Spodziewałem się tego. Tak jak jego ojciec... - nauczyciel przez jakiś czas mruczał pod nosem krzątając się po pomieszczeniu.
- Co mamy robić, profesorze? - odezwał się zniecierpliwiony najstarszy z nas uczeń.
- Aż tak Ci śpieszno do roboty? - zarechotał mężczyzna - Pójdziecie sprzątać dział Ksiąg Zakazanych. Pani Pince specjalnie dla was zamknęła wcześniej bibliotekę.
Zaprowadził nas na miejsce, otworzył kluczem drzwi, wpuścił nas i powiedział:
- To miłej zabawy, dzieciaki.
Po czym wyszedł i zasunął nas! Nie było zbyt jasno, pomieszczenie oświetlała tylko lampa.
- Pięknie - mruknęłam.
- Krukonka się boi - zaśmiał się Rainer.
- Przywidziało ci się...
- Faye? - odezwał się zupełnie, całkowicie niespodziewanie Theo.
- Tak?
- Czy Clare jest z twoim bratem? - zapytał niewinnie, a taki wyraz twarzy pasował do niego jak pięść do nosa, ledwie powstrzymałam śmiech.
- NIE! To znaczy widuje ich razem i nie wiem co się dzieje, ale nie wydaje mi się, żeby byli razem. Nie mówię, że nie mogą, to nie moja sprawa, ale jestem pewna że któreś z nich zapytałoby mnie o zgodę. Nie wiem czy Clare nadaje się dla Henrego, chociaż poprzednia jego dziewczyna to była kompletna porażka, no ale ciężko przeżył zerwanie, ale ...
- Przystopuj, ale się nakręciłaś!
Przy regale obok Evan czyścił książki i zaśmiewał się pod nosem.
- O. Wybacz...
- Faye? Ładne imię - po kilkunastu minutach pracy w milczeniu odezwał się czarnowłosy.
- Twoja wypowiedź ocieka sarkazmem, ale dziękuje.
- To w której klasie jesteś, Faye?
- Jeśli musisz wiedzieć to w czwartej.
Znów zapadła niezręczna cisza. Odkurzałam ogromną księgę, kiedy spadła na mnie i wydała potworny odgłos, jakby z jej wnętrza chciał ktoś wyjść i błagał o ratunek. Zaczęłam piszczeć równocześnie z nią, byłam przerażona jak mało kiedy. Miałam szczęście, że nie byłam sama. Dwaj Ślizgoni zgodnie ściągnęli ze mnie tą potworność i odłożyli na miejsce.
- Nic Ci nie jest? - spytał Nott.
- Nie... Ale nie obraźcie się, już niczego tu nie dotknę.
Resztę szlabanu przesiedziałam obok okna, przyglądając się pracy chłopców. Evan co chwila posyłał mi drwiące uśmieszki, co było pod pewnym względem naprawdę urocze. Mogłabym go polubić, gdyby nie stawał się co jakiś czas gburem.
Po godzinie czy dwóch przyszedł profesor i nas wypuścił. Mimo, że nic nie robiłam byłam wykończona, chciało mi się spać.
- Panowie? Przykro mi ale mam złą wiadomość. Musicie mnie odprowadzić.
Bez zbędnych narzekań ruszyliśmy we trójkę pod rękę. Szliśmy śmiejąc się, co było dziwne, biorąc pod uwagę charakter Theodore'a i w sumie Evana też.
Przed drzwiami wieży zaczęłam się z nimi żegnać, kiedy nagle przejście do dormitorium się otworzyło i wyszła z nich...
- Witaj Clare - odezwał się śmiało Theodore.
- Yyyy aa... Cześć - zająknęła się dziewczyna.
- Co tu robisz? - zapytałam nie wiedząc co myśleć.
- Yyy jaaa... lunatykuje! - odparła zbyt szybko - Zaraz! A wy co tu robicie? - dodała szybko.
- Nie odwracaj kota ogonem!
- Chodź spać - zaciągnęła mnie to sypialni dziewcząt i szybko udała że zasnęła.
 

 
Mam mały problem. Otóż Faye widziała mnie i Henry'ego. Nie było by w tym nic dziwnego, ale ona robi z tego jakąś wielką aferę. Ale to nie wszystko. Na drugi dzień po nakryciu nas w bibliotece zrobiła mi awanturę i wykład na temat tego czemu wzięłam się za jej brata i nic jej nie powiedziałam. Puściłam wszystkie te uwagi mimo uszu zajadając czekoladę. Czasem tylko odpowiadałam "O co ta afera" i posyłałam jej uśmiech. Zdenerwowało ją to bardzo i wyrwała czekoladę z moich rąk po czym wyrzuciła ją przez okno z naszej sypialni. Jakby tego było mało napisała list do moich rodziców informując ich o moim "problemie" z czekoladą Pauline Moumus. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Dostałam wyjca, w którym rodzice nakazali mi pozbyć się wszystkich czekolad i na wszelki wypadek nie będą przesyłać mi pieniędzy. Jeżeli będą mi potrzebne na jakieś naprawdę ważne rzeczy mam iść do Daisy...Nie odzywałam się po tym do Faye i do Henry'ego również. Nie wspominając o tym, że odkąd przestałam jeść czekoladę moja głowa niemal mi pękała z bólu. Miałam duże wory pod oczami...wyglądałam strasznie. Z Pokoju Wspólnego wychodziłam tyle co na lekcję i z powrotem. Oczywiście wiele razy dostałam uwagę od Pansy odnośnie mojego opłakanego wyglądu jednak ignorowałam to, jak z resztą wszystko. Każe słowo odbijało się echem w mojej głowie przyprawiając o niewyobrażalne migreny.
Jedyną pocieszającą mnie rzeczą był szlaban Faye w sobotę. Nie opowiedziała mi nawet o co chodzi, wspomniała jedynie, że będzie tam Theodore.
Ostatecznie nie dowiedziałam się o co chodziło, bo byłam na nią obrażona.
W piątek po lekcjach postanowiłam udać się do biblioteki, by zaopatrzyć się w ciekawe lektury, które umilą mi weekend. Wypożyczyłam "Tajemnice Trytonów", " Czego nie wiemy o Trytonach, a powinniśmy" i książkę fabularną "O ślepej czarownicy". Mając już zamiar opuścić bibliotekę zobaczyłam Theodore'a Notta razem z Malfoyem i kimś jeszcze. Spanikowałam i schowałam się w Dziale Ksiąg Zakazanych. Czekając aż trio Ślizgonów opuści bibliotekę postanowiłam rozejrzeć się. Może znajdę jakąś ciekawą lekturę. Rzeczywiście była pewna książka jednak na najwyższej półce. Nosiła tytuł "Rzucanie złych uroków dla początkujących". Książka o czarnej magii...Interesujące. Może dowiem się czegoś ciekawego. Rzucę urok na rodziców by pozwolili mi jeść czekoladę, na Faye by nie kablowała, na Daisy żeby dawała mi pieniądze. Ten pomysł bardzo mi się spodobał więc usiłowałam do niej dosięgnąć. Mimo licznych podskoków nie udało mi się. Postanowiłam więc stanąć na opasłych tomach wypożyczonych przeze mnie książek...to też za mało. Naprawdę jestem tak niska...?
-Proszę- nagle pojawiła się ręka, którą ściągnęła mi książę z najwyższej półki. Odwróciłam się by zobaczyć kto to. Tak jak się obawiałam- Henry.
-Dzięki- powiedziałam oschle zabierając książkę.
-Złe uroki? Bawisz się w czarnoksiężnika?- zaśmiał się chłopak.
-Nie twój interes- odwróciłam się by opuścić dział, ale zatrzymałam się widząc ślizgonów siedzących przy stole i zaciekle o czymś rozmawiając. Henry podszedł do mnie i położył mi dłoń na ramieniu.
-Ej, co się dzieje?
-Nic- usiadłam pod jednym z filarów i zaczęłam czytać "Złe uroki". Henry usiadł obok i zaczął czytać książkę o Trytonach. Siedzieliśmy w ciszy. Mimo, że on przekręcał strony w książce ja cały czas tkwiłam na pierwszej. Czemu tu siedzi? Niech sobie idzie!
-Lubisz Trytony, no nie?- wypalił w końcu.
-Nie!- wyjrzałam wściekle zza książki.
-Więc...nie lubisz tych istot?
-To stworzenia...nie chcą być nazywane istotami-wyjaśniłam wyniosłym tonem nie patrząc na niego.
-Wiem, sprawdzałem cię- uśmiechnął się- Jak na moje oko to się nimi interesujesz. Faye mi mówiła, że uczysz się trytońskiego. Mówiła też, że strasznie ją denerwuje kiedy mówisz do niej tym językiem i ma tajny plan by na wiosnę wepchnąć cię do jeziora byś tam porozmawiała sobie z nimi w ich języku.
Spojrzałam na niego z lekkim przerażeniem. Nie wiedziałam czy mówi żartem czy serio...No i jeżeli Faye chciała to zrobić gdy byłyśmy pogodzone to teraz nie będzie nawet czekać do wiosny, a do zimy! Jakby czytając mi w myślach szybko powiedział:
-Żartowała tak. Przecież cię nie wepchnie.
-Przecież wiem!- skłamałam i wróciłam do udawanego czytania lektury.
-Dowiedziałaś się jak rzucić jakiś urok?
-Jeszcze nie!
-Nic dziwnego skoro wciąż czytasz spis treści.
Zdenerwowana zamknęłam książkę i wstałam z podłogi. Kolejny raz chciałam opuścić bibliotekę jednak ślizgoni dalej tam siedzieli.
-Nie bój się ich- powiedział brązowowłosy. Zacisnęłam z nerwów pięści.
-Kto powiedział, że się ich boję? W ogóle to co ciebie to obchodzi? Idź sobie!
-Najpierw- spojrzał na mnie groźnie- odpowiesz mi na kilka pytań.
-Co proszę?- zapytałam zdziwiona.
-Siadaj grzecznie i słuchaj...
-Nie rozkazuj mi!
-Nie krzycz. Chyba, że chcesz bym zawołał panią Pince i powiedział, że bez niczyjej zgody odwiedziłaś Dział Ksiąg Zakazanych.
-Ty również nie masz pozwolenia!- zaczęłam panikować. Nie znałam go od tej strony...
-Posiadam takowe- wyjął z kieszeni jakiś świstek papieru. Sięgnęłam by go przeczytać jednak zręcznie ominął moją dłoń. Kolejny uboczny środek odstawienia czekolady...słaby refleks.
-Dobra- wzruszyłam ramionami i zjechałam opierając się plecami o filar w dół.
-Pierwsze pytanie. Czemu tak się zachowujesz?
-Nie mogę jeść czekolady...
-Nie o tym mówię- przerwał mi- Nie odzywasz się do Faye i dla mnie jesteś niemiła choć nic złego ci przecież nie zrobiłem.
-Boli mnie głowa.
-Czyżby? Tak się składa, że jestem starszy i mądrzejszy. Umiem rozpoznać kiedy ktoś kłamie. No i kolejna rzecz...Faye również ze mną rozmawiała o naszej "schadzce" w bibliotece.
Zarumieniłam się. Chciałam jak najszybciej stamtąd wybiec. Nawet siedzący przy stole ślizgoni mi nie przeszkadzali, ale Henry by mi na to nie pozwolił. Był zły. A on rzadko kiedy się denerwuje.
-No..i co w związku z tym? Tak się składa, że na Faye jestem zła za coś innego.
-O tym również słyszałem. Napisała do twoich rodziców, że masz problem. Sam jej zasugerowałem by to zrobiła.
-Co?! Sam też jadłeś tę czekoladę! Ty podły..
-Ale z umiarem, a ty byłaś uzależniona.
-Dobra. Więc skoro wszystko wiesz to po co ta dyskusja? Muszę wracać do dormitorium- usiłowałam wstać jednak jego silna dłoń posadziła mnie z powrotem na podłodze.
-Nie skończyliśmy. Nie masz powodu żeby być zła na Faye. Prawdopodobnie zrobiłabyś to samo na jej miejscu.
-No może i tak- podparłam się dłońmi. Wyglądałam prawdopodobnie jak naburmuszone dziecko.
Henry westchnął.
-Przemyśl to i się z nią pogódź- uśmiechnął się.
-Ale to nie powinno cię interesować. Wiem, że Faye to twoja siostra, ale...
-Nie chodzi mi o Faye, ale o ciebie. Żal mi patrzeć jak cały czas siedzisz sama i chodzić od klasy do dormitorium ze względu na ciągłe docinki ślizgonów.
Zarumieniłam się jeszcze bardziej. W sumie nawet chciałam się popłakać, ale nie zrobiłam tego. Mimo to schowałam twarz w kolanach.
-Nie płacz tylko..nie o to mi chodziło..-Henry wpadł w zakłopotanie.
-Nie płaczę. Po prostu mi głupio.
-Świetnie! To chodź, zaprowadzę cię do dormitorium.
Wstałam trochę oniemiała po naszej dyskusji. Henry niósł moje książki co mnie trochę zdziwiło, ale było bardzo miłe. Gdy przechodziliśmy obok stolika ze ślizgonami oczywiście nie obyło się bez uwagi.
-Wyglądasz jak po spotkaniu z dementorem, Sanders-zaśmiał się wrednie Draco.
-Zamknij pysk, Malfoy- drugi raz dzisiejszego dnia Henry się zdenerwował. Malfoy nic nie odpowiedział tylko potem zwrócił się do znajomych:
-Co starszy Darvill to gorszy.
Henry i ja wróciliśmy razem do Pokoju Wspólnego.
 

 
Minął tydzień czwartego roku. Zdążyłam już dostać uwagę z eliksirów, bo zagadałam się z Casem. Aaa, Cas. Otóż mój przyjaciel przyjechał jako gość w związku z Turniejem Trójmagicznym. Postanowił zostać w Gryffindorze, a nie jak jego koledzy z Durmstrangu-w Slytherinie. Domyślam, że wziął sobie do serca zeszłoroczne uwagi pod adresem Ślizgonów.
Zaśmiałam się przypomniawszy sobie te sytuacje. Szłam własnie w poszukiwaniu Clare, bo miałyśmy Runy i Numerologię. Dziewczyna zamówiła sobie przedwczoraj tuzin opakowań czekolad tej Pauline i nieustannie chodziła z nadpobudliwym uśmieszkiem. Dowiedziałam się od jednego Francuza, że coś tam dodają, co wyjaśniało zachowanie mojej przyjaciółki.
-O jesteś!- usłyszałam za sobą jej głos, a chwilę potem pociągnęła mnie za kucyka- Hehehehehe.
-Clare! Waruj...-jęknęłam.
-Słusznie Darvill, tylko kagańca jej brakuje- usłyszałam drwiący głos i ujrzałam facjatę Malfoya.
-Chyba ty- odparła rozpromieniona Clare.
-Aha?
-Malfoy weź idź zobacz czy jest światło w lodówce.
-Zabawnaś.
-Kretyn.
-Niedosłyszałem.
-Umyj uszy heheh-wtrąciła Clare. Widziałam, że za chwilę dojdzie do rękoczynów, dlatego ciągnąc ją za szatę zabrałam ją stamtąd. Ciągnęłam ją, kiedy podwinęła rękawy i chciała sprawdzić siłę Crabbe'a.
-Nie radzę. Rzuci tobą o ścianę i od razu ci się organizm oczyści.
-Już ja nauczę go latać- odparła z tym nieopuszczającym ją uśmieszkiem. Wygrażała pięściami, gdy nagle uderzyła przechodzącą obok osobę. A był to Nott.
-Ups. Hehehe- tym razem zaśmiała się nerwowo.
-Przepraszam za nią. Biedaczka majaczy-złapałam ją za czoło i zrobiłam minę, Nott uniósł brwi i miał coś powiedzieć, kiedy zadzwonił dzwonek. Na lekcję. Na zielarstwo... Ze Ślizgonami.
Uśmiechnęłam się nerwowo i pociągnęłam Clare za ramię w przeciwnym kierunku. W ostatecznym rozrachunku spóźniłyśmy się na lekcję, ale obyło się bez ujemnych punktów.
Po lekcjach już bez Clare udałam się do biblioteki, ale widocznie nie mogę się od niej uwolnić, bo była tam z Henrym! Siedzieli przy stole, przed nimi leżał stos książek z dziwnymi symbolami (RUNY). Ale oboje nie wyglądali na zainteresowanych nauką. Śmiali się z czegoś w najlepsze, jedząc czekoladę. A to zdrajcy!
Już miałam do nich podejść i nakryć ich na gorącym uczynku, ale coś uderzyło mnie w głowę.
-Aaau!-zaklęłam pod nosem.
-Ups- zza regału wyłonił się chłopak, przy którym ostatnio ciągle miałam pecha.
-Serio? Znowu ty?
-To samo pomyślałem...
-Zaczynam myśleć, że jesteś moim złym omenem.
-To się nazywa nieudolność...-co za cham.
-To się nazywa nieudolność-przedrzeźniałam go rozeźlona.
-Dziwaczka.
-Arogant. Mógłbyś przeprosić.
-No.
-Faye?-usłyszałam głos Jaimiego. Miał zaskoczenie wymalowane na twarzy.
-Co?- odwróciłam się, ale tego podłego typka już nie było. Została po nim tylko książka, którą oberwałam w głowę.
-Frajer-prychnęłam i odłożyłam opasły tom na półkę.
-Faye!- znowu odezwał się mój brat.
-Czego?
-Wiesz z kim rozmawiałaś?
-Nie? Wiem, że to frajer...
-To Evan Rainer. Wszyscy mówią na niego po nazwisku, bez wyjątku!
-I co w związku z tym?
-Powinnaś się go bać.
-Czemu?
-Podobno dwa lata temu spojrzał w oczy bazyliszkowi i przeżył. A w tamtym roku walczył z Blackiem i wygrał.
-... Nie wiem, gdzie to słyszałeś, ale masz jakieś niemożliwe plotki w móżdżku.
-Ale on serio jest dziwny.
-Zauważyłam, ale to zwykły pozer.
-Nie mów tak, on może usłyszeć.
-Mam to w nosie. Ale skoro już tu jesteś. Widziałeś z kim się pierworodny prowadza?
-Z twoją nieogarniętą kumpelą, zauważyłem.
-I?
-Co mnie to?!
Walnęłam go z liścia w głowę i odeszłam w kierunku Clare, która siedziała już niewinnie sama.
-Hej- uśmiechnęła się do mnie.
-Cześć- odparłam i spojrzałam znacząco na pustą ławkę- Chcesz mi coś powiedzieć?
-Yyy...
-Co tam sama siedzisz?
-Yyy...
-Wiesz o czym mówię, prawda?- na to pytanie Clare szybko wstała i zabrała się stamtąd.
-Muszę lecieć!- krzyknęła.
-Sfrustrowana wzięłam jakąś pierwszą lepszą książkę i zaczęłam czytać. Tak mnie wciągnęły "Losy zaklętego sokoła", że dwie godziny potem, kiedy skończyłam nikogo już nie było.
-Zamykam- usłyszałam nad sobą ponury głos panny Pince.
-Idę, idę- powiedziałam i sobie poszłam.
Byłam jedyną osobą na korytarzu, wszyscy już spali. Szłam powoli senna, gdy natknęłam się na Notta, Malfoya i pogromcę Blacka- Rainera czy jakoś tak. Wpadłam w sam środek bójki. To znaczy za ścianą była bójka.
-...doskonale wiesz, że nie zamierzam ci nic załatwiać, chłopczyku- powiedział ten ostatni.
-Dobra... 50 galeonów.
-Wsadźcie je sobie. Małolatom nie sprzedają nie bez powodu- o co chodzi? Zastanawiałam się.
-Jesteś rok starszy...I mówisz małolaci?- wtrącił Nott.
-Wiek nie idzie w parze z rozumem...
Postanowiłam ujawnić swoją obecność. Musiałam tamtędy przejść.
-Darvill? Serio?- jęknął Malfoy- Dzieci już śpią!
-Jasne. Co chcesz kupić? Nielegalny śliniaczek?
-Ha ha ha. Nie twoja sprawa.
-Racja. Róbcie co chcecie. Ja idę- ruszyłam przed siebie, gdy usłyszałam kroki. Szalonooki.
Zobaczył naszą czwórkę. Spojrzał na zegarek.
-Szlaban. Widzimy się w sobotę o siódmej, moi państwo.
 

 
Wakacje się skończyły i czas wracać do Hogwartu. Oprócz walizki pełnej przydatnych rzeczy takich jak ubrania i książki wzięłam całą paczuszkę Czekolad Pauline Moumus, którą zakupiłam jeszcze we Francji. Czekolady te cieszyły się tam ogromnym powodzeniem ze względu na swoje właściwości. Twórca tych czekolad- pani Pauline Moumus również była czarownicą. Korzystała ze swojego talentu tworząc wyborne czekolady. Nikt nie znał dokładnie składników, ale po konsumpcji tych słodkości ludzie stawali się bardziej radośni i pewni siebie. Zakupiłam całą paczuszkę liczącą sześć opakowań. Od powrotu nic nie zjadłam chcąc podzielić się nią z przyjaciółki w Hogwarcie. Wzięłam jedno opakowanie na czas podróży. Była taka dobra...Na dodatek nikt nie chciał jej spróbować gdy proponowałam. Więcej dla mnie.
-Poważnie...Schowaj to- Faye była co raz bardziej zirytowana-Od początku podróży wcinasz to i teraz...McGonagall zwróci ci uwagę.
-To co- wzruszyłam ramionami- Żyjemy w wolnym kraju i mogę jeść co chce.
-Tak, oczywiście- usłyszałam znajomy głos za swoimi plecami- Możesz jeść co chcesz i ile chcesz. Więc już wiem czemu jesteś taka gruba- Pansy i jej koleżaneczki zaczęły złośliwie chichotać.
-O matko...-Faye przewróciła oczami.
- Dobra Pansy. Mam dla ciebie radę. Następnym razem gdy już otworzysz usta i będziesz chciała coś powiedzieć po prostu nie rób tego. Tak będzie lepiej dla nas wszystkich.
Faye zaczęła się śmiać. Ja również. Pansy coś odpowiedziała jednak w naszym głośnym śmiechu nie było słychać co takiego. Ślizgonka w końcu poszła.
W Wielkiej Sali zajęłyśmy miejsca obok Matta i Bena. Ten ostatni strasznie narzekał, że nie może siedzieć przy stole Gryfonów...
-Oj Ben uśmiechnij się! Masz!- poczęstowałam go czekoladą.
-Masz rację...Przecież życie jest piękne!-Ben od razu się rozpromienił gdy tylko zjadł kostkę. Matt i Faye spojrzeli na siebie przerażeni.
-Ej, Clare odłóż to-rozkazała ciemnowłosa.
-Hehehehhehe
-Faye ma rację. Oddaj to- Matt spróbował zabrać mi czekoladę jednak zrobiłam zgrabny unik.
-Dawaj, próbuj dalej- cały czas się śmiałam podobnie jak Ben.
-Co tu się wyprawia?- Henry'emu udało się wyrwać paczkę czekolady z moich rąk.
-Co?! NIE! Oddaj to!- stanęłam na ławce by móc dosięgnąć.
-Clare!- Faye ciągnęła mnie za szatę w dół- Ludzie się gapią.
-ON MI UKRADŁ CZEKOLADĘ!!! ZŁODZIEJ!!- gdy zaczęłam krzyczeć przestraszony Henry oddał mi czekoladę. Usiadłam grzecznie na miejsce ignorując wpatrzonych w nas ludzi.
-Ekhem...-dyrektor odkaszlnął- Więc tak jak już mówiłem czeka nas w tym roku niesamowite wydarzenie...
Nie słuchałam przemowy dyrektora tylko zajęłam się pałaszowaniem czekolady. Niestety zjadłam już ostatnią kostkę...
-Skończyła się- zauważyłam smutno.
-Dziękuję Merlinie!- odparła Faye.
-Turniej Trójmagiczny!- krzyknął radośnie Ben- Ale super, nie mogę się doczekać, będzie jazda mówię wam. Ciekawe kto wygra? Zakładam, że Hogwart. Nie może być inaczej co nie ludzie? Co to za miny? Wszystko w porządku?
-Nakręciłeś się jak katarynka- odrzekł Matt.
-Ta czekolada ma dziwne działanie. W dodatku uzależnia. Powiem o tym Flitwickowi.
-Oj Faye, nie panikuj tak. Ta czekolada przeszła wszelkie testy i została dopuszczona do sprzedaży we Francji. Wszystko z nią w porządku.
-Patrzcie! Wchodzi Beauxbatons!
-O Fleur i Gabrielle! Cześć wam!- krzyknęłam gdy zauważyłam swoje kuzynki.
-Mam nadzieje, że ta czekolada nie trzyma długo...-powiedziała pod nosem Faye myśląc, że nie usłyszę.
Francuscy przybysze usiedli przy naszym stole. Gdy wszedł Durmstrang Faye zaczęła wypatrywać swojego ukochanego szlachcica z dziwnym imieniem, którego zapomniałam...
Gdy wszyscy zasiedli przy stołach zaczęła się integracja oraz jedzenie. Rozglądałam się po sali. Udało mi się zlokalizować Theodorea Notta. Siedział z Draco obok uczniów z Durmstrangu. Nagle zauważyłam chłopca siedzącego przy naszym stole. Był jednak z Akademii Beauxbatons. Tym co przykuło moją uwagę była czekolada. On jadł Czekoladę Pauline Moumus! Od razu wcisnęłam się obok niego.
-Hej! Jestem Clare Sanders z Ravenclawu. Mogę?
-Hej...Jeśli chcesz- chłopak dziwnie na mnie spojrzał jednak podzielił się ze mną tymi pysznościami.
-Ale to pyszne- westchnęłam- Byłam na początku wakacji we Francji i kupiłam tego baaardzo dużo, ale niestety skończyło mi się.
-Hahaha. Wszystko jasne. Wiesz...z tą czekoladą nie można przesadzać, a z tego ci słyszę i widzę to przesadziłaś-wyrwał mi z ręki kawałek, który sobie ułamałam.
-Co?! Jesteś tutaj gościem, a zachowujesz się jak gargulec. Niech cię trytony zjedzą- wstałam i wróciłam do przyjaciół. Co za rumpel!